7 września 2015

...a jednak nie the end...ale?...

...wpadam tak tylko na chwilę, ale donoszę, że wracam i... będę nadal zanudzał was swoimi wpisami. Wracam... ale chciałbym coś zmienić... poruszyć tematy, które omijam... celowo omijam ...bo wiem... że mojego bloga czytają osoby, którym nie po drodze ze mną... dlatego narodziła się myśl ...aby to wszystko zakończyć bo czy można nadal pisać czując na karku ostrze kata...

...przez te kilka tygodni biłem się z myślami co dalej? Brakowało mi tego obcowania z klawiaturą i zabawą słowem, BRAKOWAŁO MI WAS. Nie powiem zasiadałem wiele razy do komputera, logowałem się na koncie i siedziałem wpatrzony w monitor. Przy każdym kolejnym, zdjęciu zrobionym smarkaczem mobilizowałem się do zamieszczenia go na blogu, ale wszystko mijało po czynnościach opisanych wyżej. Czułem się inwigilowany i odarty z prywatności - chociaż wiem, że takowa w Internecie nie istnieje...

...jednym ze sposobów walki z takim stanem rzeczy było ustawienie dostępu na hasło czy zmiana adresu bloga, jednak takie rozwiązanie kłóciło się z moją filozofią i założeniami jakie przyjąłem sobie przy zaczynaniu zabawy z pisaniem...

...zatem wracam i... wszystkim, którym jestem cierniem w doopie przypominam, że to jest mój blog osobisty, rzecz prywatna. Wypracowana moimi rękoma i pomysłami z mojej głowy. Mieszanie mojego życia prywatnego ze służbowym świadczy o waszym poziomie intelektualnym. Jeszcze raz zaznaczę to co publikuję na blogu jest moją własnością. Jeśli pokazuję coś co kupiłem, zrobiłem we własnym mieszkaniu czy ogrodzie, gdzieś wyjechałem to qrwa za własne ciężko zarobione pieniądze lub przy wsparciu się kredytem, który i tak wyłącznie ja będę spłacał. Zatem jeśli aż tak was bardzo ciśnie, że do czegoś dochodzę to zastanówcie się nad sobą i jeśli we własnym jestestwie czerpiecie radość z bagna, który jest jedynie waszym wytworem to... żal mi was...

...pozostałym normalnym Czytelnikom mówię witajcie...