10 czerwca 2015

...ciężko...

...jakoś mi się zebrać w sobie i napisać choć kilka zdań. Kozła ofiarnego owego stanu już znalazłem pogoda i jej fanaberie. Niby w pracy spokój, luz, a wracam zmęczony jak po dwunastu godzinach orki w kopalni. Głowa napieprza koncertowo i jedyne co mi się marzy to spokój...

...wspominałem wam w jednym z postów [klik], że zabiegany zabiegani jesteśmy jak stado strusi na prerii. Dobrze, że maj już minął i powoli wracamy do stanu sprzed. Ostatnimi czasy tak mamy, że jak spokój to spokój a jak coś się zaczyna dziać to sprawa nakłada się na kolejną sprawę i doba jakoś dziwnie się kurczy...

...pierwszym z powodów naszego zabiegania był ogród i wiosenne prace z nim związane. Niestety mojemu Rodzicielowi bardzo służy posadka emeryta i wymyśla, i dzwoni: w lutym, że ogród trzeba skopać i siać bo sąsiad już posiał; w marcu, że nie kopiemy a już trzeba chociaż mnie babcia uczyła, że nie ma się co spieszyć, lepiej żeby ziemia była wygrzana; w kwietniu kiedy będziemy kopać no i pomidory trzeba już sadzić chociaż co roku sadzimy po Zimnej Zośce jak babcia mówiła; w maju, że trzeba podlać bo nic nie urośnie a ich nie ma bo w sanatorium są...

...i tutaj wyjaśniła się sprawa Rodzicieli, a o której nie chciałem mówić, żeby złodziejom nie dawać sposobności - jak to mówią okazja czyni złodzieja - a z sąsiadami to różnie bywa. Niby spojrzy i dopilnuje, ale zawsze samemu jechać i sprawdzić najlepiej. No właśnie jechać oczywiście samochodem, ale z tym też był problem bo go nie było. Autko również zażywało życia kuracjusza, a my różnymi sposobami pokonywaliśmy te głupie jedenaście kilometrów. Niby niedużo a jednak bez auta ani rusz bo komunikacja jest do niczego. Zatem zdarzało się dość często, że jeździliśmy przeszło trzydziestoletnią Skodą Favoritką. Mi tam różnicy nie czyni czym jeżdżę grunt, że się po drodze toczy i na głowę nie pada, he he he. Klimaty w Skodzie też były ekstra: kontrolka ABS która się załączała po wciśnięciu sprzęgła, czy spadek wskazówki na liczniku obrotów silnika przy wciśnięciu pedału gazu, po tapicerkę w panterkę. Klimat był nie ma co he he he. Grunt to dawać sobie radę i oby do przodu. Summa summarum ogród nie ucierpiał, warzywniak rośnie i ma się dobrze. W porównaniu z plantacją u sąsiada wygląda nawet lepiej. :] Było się pieklić i spieszyć...

...cukinia...
...pomidor...
...papryka...
...wschodzący ogórek...
...czereśnie...
...funkia...
...smolinos...
...mini goździki...

...kolejna sprawa to spisek rodzinny na wielką skalę. Tak to jest jak się zbierze rodzeństwo Połówki plus mła i zaczynamy kombinować co by tu Teściuniowi/Rodzicielowi onych (niepotrzebne skreślić) na sześćdziesiąte urodziny wymyślić i jak tu całą rodzinkę powiadomić, żeby Jubilat o niczym za wcześnie nie wiedział bo zacznie sam kupować i szykować tony jedzenia. Nie powiem konspira była wielka a prace podzielone. My (ja i Połówka) zajęliśmy się tym co nam najlepiej wychodzi czyli żarełko plus oprawa graficzna. Reszta napojami plus prezentem. A było co szykować bo najbliższa rodzinka to bez mała dwadzieścia pięć osób... :))

...dzieło Połówki...
...certyfikat i prezent - tydzień w Zakopanem...
...tyle o wydarzeniach, jeszcze majowych, a jutro ruszam z drugim cyklem szkoleń pt. Komputer Seniora. Ci, którzy znają mój profil twarzo-książkowy wiedzą o czym mowa a dla mniej wtajemniczonych focia z finału pierwszego cyklu szkolenia...


...oraz link do materiałów zamieszczonych na stronie TV WIELKOPOLSKA [klik]...