16 lutego 2015

...spacerkiem po muzeum cz.2...

...wspominałem w pierwszym wpisie, że jest to wędrówka w czasie i to nie tylko w przenośni, ale również dosłownie. Ów spacer odbyłem na początku listopada 2014 roku, tuż po otwarciu bram muzeum. Panowała cisza. Zero tłumów. Zero personelu, który pojawił się dopiero po moim opuszczeniu terenów należących do muzeum. Ach ten rytuał porannej kawy w pracy, he he he...

...wreszcie mogłem nacieszyć oko przyrodą - podziwiać jej zmienność i cykliczność zarazem. Za rok przecież znowu będzie jesień, ale światło i atmosfera będzie już inna...


...niepoganiany przez nikogo, w spokoju, mogłem odwiedziłem skansen...


...krętymi ścieżkami skierować się ku dworkowi...


...szemrać z potokiem i grzybami...


...bez żadnych tłumaczeń opuścić to miejsce...