9 lutego 2015

...pojawiam się i znikam...

...czas. Tego mi ostatnio brakuje. Czasu i odpoczynku. W nowym roku zmiany związane z firmową stroną pochłonęły mnie a całego. Kilka godzin dziennie przed komputerem, intensywne główkowanie i wieczorem nic tylko spad do łóżka. Dodatkowo odbija mi w pracy podczas burzy mózgów - gadam sam do siebie. Także kaftanik proszę szykować...

...druga sprawa. Po tylu godzinach, sam na sam, z pecetem mam do niego wstręt i patrzeć na siebie nie możemy. Wystarczy tylko małe spojrzenie na klawiaturę a siekiera w kieszeni się otwiera i klawisze zaczynają furkotać  w powietrzu...

...jednak dziś, obiecałem mobilizację. Jestem i chwalić się będę - samochwała w kącie stała. :)) Tak narzekam, że czasu mam braki wielkie, ale jakoś udało mi się wziąć siedzenie w troki i wysłać do Pantery opowiadania o zjawiskach paranormalnych. Myślałem o czym by tu napisać. Kilka pomysłów kłębiło się w głowie mej, lecz kiedy siadałem do kartki to dopadała mnie tabula rasa. Postanowiłem więc opisać kilka sytuacji o jakich zasłyszałem na jednym ze zlotów rodzinnych. Powstał z tego zwycięski tryptyk, który poniżej zamieszczam...

TRYPTYK
Na zdrowie...
...mój pradziadek mieszkał w małej wiosce koło Lichenia (tak tego Lichenia). Żyli w skromnej chacie, żywiła ich mała rola a dodatkowo dziadek imał się różnych prac żeby rodzinę było czym nakarmić, czy w co ubrać. 
Całe zdarzenie rozegrało się w sobotę...
- Pochwalony - powiedział dziadek wchodząc do domu.
- A na wieki... - wtórowała babcia. Siadaj bo ciepłe jadło przyszykowane a tyś pewnie głody. Oj ciężka ta praca u hrabiego, a jedzenia mało - ciągnęła dalej...
Dziadek obmył się, zasiadł do stołu, wziął chleb w rękę i czyniąc znak krzyża zaczął go łamać szepcząc pod nosem modlitwy. Babcia przysiadła po drugiej stronie stołu i patrzyła na dziadka, zamyślona...
- Stara Paciaciakowa mnie dzisiaj zaczepiła jakem wracał od hrabiego - przerwał ciszę dziadek. Zapraszała nas do siebie na rocznice, żeby zajść do nich i wypić ich zdrowie - kontynuował dziadek.
-  Matko Boska - wyrwało się babci. Przecież to ciota, każdy ci powie. Złe czyni, złem za dobro od płaca. Krowy się nie doją, na polach plony marnieją. Wystarczy tylko, że kto jej coś złego powie albo na nią krzywym okiem spojrzy. Biadoliła, czyniąc znak krzyża. Staszku ja cię proszę nigdzie nie idźmy, bo tylko co złego na nas spadnie a i tak już nam ciężko. Sam nas utrzymujesz, rola mała, krówek parka a gęb do żywienia wiele. Dziatwa mała rośnie i cały czas tylko za czym do jedzenia wypatruje. Nie idźmy, coś jej się tam powie, powinszuje za dnia...
- Cicho babo... - zakrzyknął dziadek. Toć to ja jej czarów się nie boję, bo Boga mam za sobą, z Bogiem pójdziemy a krzywda nam się nie stanie.

***
Jak dziadek zarządził tak i się stało. Pod wieczór odwiedzili sąsiadów. Winszowali zdrowia, urodzaju i zasiedli wokół stołu. Zaraz też pojawiło się jedzenie i gorzałka, rozmowy zeszły na sprawy doczesne. A jak tam u hrabiego? Co w roli? Jak dziatwa? Wnet i kieliszki zapełniły się gorzałką bo i toast wznieść trzeba. Dziadek wstał, wziął w rękę kieliszek i zaczął przemowę: dał Bóg, że spotkaliśmy się w takim gronie i serce moje się raduje, zatem wznieśmy toast za jubilatów, niech im się darzy w imię Boga i Ojca i... W tej chwili kieliszek znajdujący się w ręce ręce dziadka eksplodował i rozpadł się na kawałki. Nastała cisza...
- A to takie dobrobyty kuma nam szykowała. Czego mi kobieto zadrościsz? Cóżżem Ci zrobił, że na moje życie czyhasz? Kto moją rodzinę wyżywi jak mnie zabraknie? To ja za taką gościnność dziękuję, ostańcie z Bogiem...

Tańczące świnie
Działo się to w małej wiosce, lata osiemdziesiąte XX wieku. We wiosce, w czworobokach pamiętającego hrabiego Kwileckiego, mieszkało sporo rodzin z pobliskich wsi, które przybyły za pracą w PeGeeRze, hucie czy elektrowni. Każdy miał kawałek ziemi, która obsiewał, wielu hodowało kury, gęsi i króliki, kto zaradniejszy świnkę. Między ludźmi nie było jak w dzisiejszych czasach zawiści. Jeden drugiemu pokazywał swoje kurki, plony czy chwalił się wielkością prosiaka. Zawiści nie było, ale niektórzy mieli złe oko i chociaż często sami o tym nie wiedzieli to potrafili wyrządzić szkody. Choćby i takie...
Rano
- Marysia ale ty masz świnki. Takie zgrabne i krągłe. - powiedział Heniu.
- A udały się w tym roku. Pasione śrutą, ziemniakami i pokrzywą. - wtórowała zadowolona Marysia.
Południe, czas karmienia
- Matuchno kochana! Ludzie ratujcie! Pomocy! - krzyczy Marysia.
Zbiegają się ludzie. Każdy patrzy, przeciera oczy i uwierzyć nie może temu co widzi. Świnie w swoich zagrodach tańcują na dwóch nogach. Podejść do nich nie można bo zaraz gryzą i kwiczą.
- A poszli mi... Każdy się tylko gapi a czasu nie ma...  - krzyczy nadbiegający Stachu.
Poganiany tłum rzednie i rozchodzi się do swoich spraw.
-  Maryśka dawaj wiadro, tylko to, co nim świnie karmisz. Wylej wszystko, przepłucz pod bieżącą wodą i przynieś trzy kwarty świeżej wody, tylko ani kropli mniej czy więcej. No leć - instruuje. Sam w tym czasie kręci ze słomy kropidło.
- No dawaj wiadro. Zamknij mnie w chlewiku ino nie zaglądaj bo inaczej nic dobrego nie będzie. - nakazuje.
Mija kilka minut...
- No Marysia, świnki już się uspokoiły. Głodne są. A to kropidło co ukręciłem to spal, ino na dworze bo smrodu w domu narobisz. Zaraz też czerwone szmaty przywiąż żeby od uroków chronić. Dawno żem takich cyrków nie widział, ostatnio to chyba jeszcze za hrabiego...

Młody woźnica...
Hrabiance zamarzył się nowy woźnica, bo czy to przystoi żeby ją, panią na włościach, jakiś stary dziad woził. Może i on dobry do koni, ale nie reprezentacyjny. Co innego Jaśko od Grabiaków. Młody, szczupły to i pięknie by wyglądał w stroju woźnicy. 

Kilka dni później za namową hrabianki stary woźnica został zwolniony a jego miejsce zajął Jaśko. Chłopak był młody, z końmi obyty od najmłodszych lat, ale do czasu...

W piękny majowy dzień zamarzyła się hrabiance przejażdżka. Młody woźnica przyszykował powóz, konie przyprowadził do dyszla i rady nie może sobie z nimi dać. Co on w prawo to konie w lewo, co on w lewo to konie w prawo. Za każdym razem zadem do kierunku jazdy się ustawiają. Próbuje Jaśko, próbuje, na płacz już mu się zbiera bo co nie zrobi to i tak kobyły zadem stają. 

Zobaczył to stary Michał, stajenny, co od lat końmi pana hrabiego się zajmował. Postał jeszcze chwilkę bo myślał, że z Jaśka jaka niezdara, ale widzi, że konie jak zaczarowane chodzą i robią co chcą. Podszedł bliżej, konie obejrzał, Jaśka po ramieniu poklepał i dopiero przy bryczce zaczął wyzywać...
...a ty stary psubracie, to tak się młodemu odpłacasz, a co on tobie winien. Mnie staremu tak mogłeś zrobić a nie młodemu co w sztuce nieobeznany. A tfu na czarci urok, ja cie zaraz nauczę moresu...
Podnosi z ziemi kamień i wali w przód dyszla, w tej samej chwili uspakajają się konie, a zwolniony woźnica krwią się zalewa i zębami pluje. Tak stajenny Michał staremu woźnicy zęby wybił...

...dziękuję wszystkim za głosy a tobie Panterko za kolejną ciekawą zabawę. Opowiadania innych uczestników znajdują się tutaj [klik]