4 stycznia 2015

...Ślesin wieczorem...

...nieoczekiwanie w piątek zadzwonił Rodziciel z propozycją a może wpadniecie do nas? Długo się nie zastanawialiśmy i już następnego dnia zawitaliśmy w ślesińskich progach. Na pierwszy ogień poszła sałatka owocowa z bananów, brzoskwiń, mandarynek i pomarańczy - pycha, a później pogoda zrobiła psikusa i zamknęła nas szczelnie w domowych pieleszach. Jednak pod wieczór spróbowaliśmy zrobić jej na złość i pospacerować trochę, niestety zimny wiatr szybko wygonił nas do domu...

...widok na jezioro i plażę w parku...
...rynek w Ślesinie...
...handlarz gęśmi...
...zgadnijcie kto to?...
...fontanna...
...i jeszcze raz handlarz,
chyba mój kolejny, oprócz wieży kościoła, konik...
...karmnik w świetle latarni...
...godzina 00:16,
widok na ulicę z jednego z okien...
...wschód...
PS. ...poszukiwania deseczki pod wydzierak na razie zakończone fiaskiem...