7 października 2014

...ryby?...

...sobota, wczesny ranek, tak koło po dziewiątej. W momencie szykowania śniadania komórka Połówki rozdziawia paszczę i drze się na cały świat. Na wyświetlaczu ukazuje się Rodziciel. Boszz. Czy ten człowiek w ogóle sypia? - mamroczę pod nosem. Dzwonić tak wcześnie...

...zaspany sapię do słuchawki halo i tu następuje bliskie spotkanie z tyralierą pytań. 
- Synek śpisz?
- Co robisz? 
- Jesteście w domu? 
- Mam pół wiaderka ryb, chcecie?
Przywieź pada krótka odpowiedź z mojej strony. Widać jeszcze nie wszystkie szare, bądź ciemne, komórki się obudziły. Chociaż większość z wypiętym d. nadal spała snem spokojnym, wieczystym. 

...dopiero po chwili dociera do mnie sens słów wydawany przez Rodzicieja. I co ja kuwa zrobię z tymi rybami? - zamyślam. Sąsiedzi na mój widok i tego co niosę uciekają w popłochu. Znajomi szóstym zmysłem wyczuwają sytuację i są jak zwykle poza zasięgiem. Do tego Połówka mianuje mnie na rybiego patologa i karze czynić sekcję za sekcją. A to przecież sobota a ja jeszcze się nie obudziłem tak do końca...

...w końcu dochodzi do konfrontacji Syn-Rodziciel. Wiadro dumnie niesione trafia do rąk Połówki, która zerka do wiaderka a następnie na mnie, ale jaki to jest wzrok. Z dumnej posady patologa zostaję zdegradowany do roli błazna pokojowego. Dopiero kiedy sam zaglądam do wiaderka doznaję oświecenia niczym pałką bejsbolową. Oczywiście wiaderko jest wypełnione, oczywiście do połowy, ale nie rybami tylko...


[EDIT]...miało być o czymś innym, ale jak już poszło to niech będzie... :))[EDIT]