26 września 2014

...odmarzłem...

...co roku to samo. Wystarczy parę chłodniejszych dni i człowiek zamarza. Chłód w pracy, bo oszczędności. Chłód w domu, bo magicy z mpecu mają czas. Chłód w autobusach, bo panu kierowcy ciepło, jemu grzeje. Nie pozostaje nic więcej jak metoda na cebule i narzucanie na siebie tony ciuchów. Podkoszulek sztuk raz, koszula sztuk raz, sweter sztuk raz, cieplejsze okrycie części dolnych sztuk raz, skarpety świeże i nie dziurawe sztuk raz dwie. O spodniach bym zapomniał... :)) 

...odziani w taką zbroję jesteśmy w stanie stawić czoła największemu złu jakim jest zimno. Do czasu gdy okaże się, że jednak pan kierowca jest tak miły i zrobił w autobusie tropiki. Kuźwa mać ja wszystko rozumiem, ale wystarczyło lekko podgrzać a nie robić saunę. On jest cwany bo sobie okno otworzy inni się skraplają lub ściągają z siebie tony ciuchów...

...kolejny etap praca. Od wejścia striptiz bo przecież ciepło. Kurtka, sweter w pazuchę i na piętro. Pokonanie kilku stopni podnosi ciepłotę o kolejne stopieńki i z chęcią człowiek zrzuciłby koszule, ale nie wypada, bo to praca - miejsce, z którego co miesiąc przybywa złotówek na pozłacanej karcie bankomatowej...

...wystarczy kwadrans przed kompem a po krzyżu zaczynają przebiegać ciarki jakby fotel po prąd był podłączony. Herbata zamienia się w zimną lurę. Palce sztywnieją z zimna a na plecach pojawiają się z powrotem sweter i kurtka. Z niedowierzaniem wyglądam za okno w poszukiwaniu białych niedźwiedzi i sam już nie wiem czy czasami biura na koło podbiegunowe w międzyczasie nie przetransportowali...

...powrót do domu nie napawa optymizmem, jest zimno. Codziennie to samo kocyk, szybka kąpiel i do łóżeczka. Zamiera życie towarzyskie, zamiera życie rodzinne jest kurna po prostu za zimno. Zatem do wiosny lub jak odsoplę komputer...

PS. ...zaczęli grzać...