30 września 2014

...no to pomidor...

...dziś będzie o pomidorach. Nie ma co jęczeć, wiem co mówiłem, że już więcej ogrodu nie będzie, że nuda, ale jak się większość czasu spędza wśród rabat, to nie ma liczyć na coś innego. W dawnych czasach, kiedy byłem piękny, młody i bogaty, obiecałem wam opisać degustację pierwszego własnoręcznie wyhodowanego pomidora. Temat był nawet ciekawy jednak pomidor zniknął tak szybko,  że pozostał nam po nim lekki posmak niedowierzania, że to już po wszystkim...

...okej, okej kilka słów napiszę bo jednak różnica jest spora między takim pomidorkiem z ogrodu a tym ze sklepu. Pierwsza różnica to zapach, który od razu kojarzy się nam z krzakami pomidorów, sałatką z pomidora, ogórka kiszonego i śmietany. Dzieciństwa bo pomidor pachnie pomidorem a nie produktem pomidoro-podobnym. Kolejna różnica to kształt, wielkość i grubość skórki. Własnoręcznie wyhodowane warzywo ma mniej regularne kształty od tych wymuskanych i szprycowanych kolegów ze szklarni. Wielkość i grubość skórki też jest różna i zależy od słońca i warunków glebowych czy nawodnienia. Jednak największym plusem takiego pomidora jest jego wnętrze, które w większości składa się z miąższu, to nie sklepikowe produkty gdzie środek to tylko sok i ziarna. W smaku pomidor jest słodki, miąższ przyjemy i delikatny po prostu delicje...

...kiedy na wiosnę planowaliśmy zając się ogrodem nawet przez myśl mi nie przeszło hodowanie pomidora. Z lat wcześniejszych pamiętam ile zachodu i biegania było przy nich a na koniec i tak największy plon zbierała zaraza. Dlatego do tematu hodowli pomidora podchodziłem bardzo sceptycznie. Jednak już po kilku miesiącach przekonałem się, że jednak to fajne zajęcie jest a i plony jakie zebramy pozwalają snuć plany na przyszły rok...

...bardzo skromny zbiór, zazwyczaj wracamy z dwoma koszami...

...oto nasze giganciki...

...596 gram...
...587 gram...
...502 gramy...
...takie osiągi motywują a i sąsiad chodzi jakiś struty bo u niego krasnale porosły... :))