29 września 2014

...niespodziewana zmiana planów...

...po raz kolejny przekonałem się, że nie ma co snuć planów. Choćby tych najmniejszych. Na nic zdało się piątkowe latanie ze ścierą w królestwie, na nic miał się sobotni sen do dziewiątej rano. Ze słodkiego stanu niebytu wyrwała mnie wibrująca komórka, aż Morfeusz zaklął pod nosem. Próbowałem ją zignorować, znaczy się komórkę, lecz po chwili rozległa się japa w komie Połówki. Nic, udaję, że śpię. Widać lenistwo do końca mnie zepsuło. Po chwili jednak zerkam kto zdzwonił...i wylądowaliśmy w Ślesinie...

...przy okazji wykorzystaliśmy do maksa pogodę. Grzechem byłoby nie skorzystać z podrygów słońca i nie zaliczyć spaceru w lesie...

...z kasztanami jak z grzybami trzeba ich szukać...
...o som i gryby...
...kolejna prawie widokówka...
...są i łabędzie...
...i kaczki krzyżówki...
...a na pierwszym planie nowa kaczucha.
Po przewertowaniu książek sądzę, że to ogorzałka...
...i łodzie...
...wkurzające molo. Gryzipiórki rozpisali się w gazecie, że molo zasrane
to teraz jest czysto, ale odstraszacze działają aż nadto.
Darcie się drapieżników z głośnika odstrasza nie tylko ptaki,
ale i ludzi...
...i plaża...
...przez las prowadzi chodnik,
gdzie te ścieżki z dawnych lat...
...co kawałem znajdują się miejsca do ćwiczeń...
...idziemy dalej...
...i ta górka...
...ot szczyt techniki za kilkadziesiąt metrów chodnik kończy się nagle,
jednak chcę wam pokazać coś innego...
...pewne kultowe miejsce,
każde wakacyjne wieczory spędzaliśmy tutaj...
...zwaliśmy je WIKTORÓWKA i tak zostało...
...równolegle do chodnika biegnie dukt leśny,
tą drogą jeździłem do swojej pierwszej pracy...
...no i wreszcie jest - przysmak teściowej...
...i inne grzybki...
...orszak weselny...
...jesień blisko bo panowie trzymają się razem...
...panie osobno...
...mewa przeleciała przed nosem...

...i chociaż nogi bolały, to warto było zaciągnąć się lasem i płuca wypełnić żywicą...