18 września 2014

...na wykopki...

...wpadłem, nie ma co ukrywać, wpadłem na całego. Wszystko wydarzyło się podczas najdłuższego majowego weekendu. Było ciepło, słonecznie, człowiek wypił jedną szklankę coli, potem drugą, a na koniec zagryzł to wszystko menmagiem i oddał się szaleństwu. Latał tak z gołym szpadlem po ogrodzie i nie przypuszczał, że po tych kilku miesiącach cichej beztroski, dopadnie go szara rzeczywistość i konsekwencje tamtego majowego czynu. Niestety jak mawia Rodziciel nie uważałeś jak robiłeś, to teraz rób jak uważasz. Koniec końców nadszedł ten dzień, kiedy należało zebrać plony swojego małego zapomnienia. Zanim jednak przystąpimy do pracy to zapraszam na część artystyczną, która najlepiej odda charakter dzisiejszego zamieszania...


...kolega Laskowik śpiewająco wprowadził nas w temat, zatem...

...z czeluści szopy, wytargałem zabytkową,
pokrytą patyną z rdzy i kurzu babciną haczkę...
...kiedy tak teraz na ciebie patrzę, to nieźle musiałem być nawalony
żeby z takim kimś jak ty zrobić to...
...nawet szybko poszło kiedy złapałem za uschniętą czuprynę...
...jednak owoc naszego zapomnienia musiałem długo, oj długo, kopać...
...wreszcie wyrwałem ziemi naszą tajemnicę...
...największy pyrek...
...i pomniejsza brać...
...rodzinka w całości...
...i tuż przed kąpielą...
...a jutro na obiad frytki!!!