22 września 2014

...miało być o czym innym czyli taki mix...

...stwierdziłem, że robi się za bardzo przyziemnie. Były wykopki to bezsensownie znowu paplać się w ogrodzie jakby innych tematów nie było...

...zatem dopadła mnie jakaś zmora jesienna. Nawet się przebadałem mentalnie. Niski poziom cukru odpada bo tyle go dziennie pochłaniam, że dwadzieścia pięć godzin na dobę powinienem latać jak ten króliczek z reklamy, co mu paluszka wsadzają każdy wie gdzie. Zanik snu? Nie może być, bo ostatnio to sobie jakieś mitingi urządzam jakbym jakimś pierniczonym misiem był i do zimy się szykował, nic tylko tyrko i wyrko. Ciśnienie?, no to już chyba najbliżej prawdy, chociaż, po ostatnich spotkaniach z rodzinką słupek rtęci mi podskoczył jak po viagrze. Nic tak człowieka nie wkur(wia)za niż bliskie spotkania z grupą pociotek lub najmądrzejszej części kuzynostwa, bo ja zawsze zakała rodu kurna byłem. W sumie to dopadło mnie lenistwo... 


...z letargu uśpienia, polegiwania czterech liter na kanapie, wyrwał mnie szum jaki zaczął się dziać na blogowym endzie (zapleczu). Ja tam za statystykami nie jestem, nie latam co chwila zobaczyć ile to osób do mnie zajrzało (ta, wcale), ale szum wielki się zrobił a oglądalność wzrosła jak emerytura dziadka po waloryzacji. Dopiero po kilku dniach do mnie dotarło co się stało i zacząłem się bać!!! Kurna było tak chlapać jęzorem o wikiliks i łameryce i innych pierdółach. Jak nic, mam już przypisanego satelitę, który nawet wie ile papieru zużywam. Statystyki nie kłamio...

...jestem na fali...

...aż Łameryka pozieleniała...

...bardziej od wyra przytłoczyły mnie obowiązki domowe i sens sprzątania strategicznego miejsca jakim jest łazienka, przecież za tydzień znów to samo i latanie na miotle i taniec ze ścierami a w tv meczyk siatki i koledzy pod oknem na piwko wołają orle sokole nasz, ale nie, łazienka ważniejsza...


...i tym optymistycznym akcentem kończę na dziś. Wasz domestowy 3xelek...