15 września 2014

Dan Brown - Inferno

...dawno nie pisałem o książkach to jest ku temu okazja, jako że po czterech miesiącach wałkowania dobrnąłem wreszcie, do końca najnowszej powieści Dana Browna...

...cóż mogę rzec o Inferno chyba tylko tyle, że czuję się nią zmęczony, znużony i zagubiony. Zmęczyła mnie jej fabuła, która na początku była nawet ciekawa i zaskakująca to jednak po kolejnych stronicach traciła na mocy. Znużył mnie również ogrom opisów miejsc i zabytków znajdujących się we Włoszech - chochlik czy metoda kopiuj wklej z wcześniejszych dzieł. No i zagubiłem się w połowie i już nie wiedziałem kto jest dobry a kto zły i kto dla kogo pracuje. Jednak to moje zagubienie może być spowodowane czasem jaki potrzebowałem do przebrnięcia przez owe dzieło...

...szukając okładki owego dzieła natknąłem się na artykuł Leszka Bugajskiego zamieszczony w Newsweek: „Inferno”, czyli Dan Brown traci siły i zastanawiam się czy ja dyskredytuje Dana Browna? Na pewno nie, jednak czuję lekki niedosyt, bo czy ważna jest ilość czy jakość. Z tych prawie sześciuset stron wystarczyło wywalić kilometry opisów, które znamy już choćby z Aniołów i demonów, mniej zagmatwać fabułę i mogłaby powstać całkiem przyjemna lektura, którą czytało by się z przyjemnością i nie służyła by za zapychacz czasu podczas kąpieli lub jako bajka na dobranoc...