21 lipca 2014

...weekendowe zbiory...

...upał upałem, zmęczenie zmęczeniem, a ogród czeka i nie ma zmiłuj. Dobra przesadzam trochę, he he he. Dokładniej to za nami kolejny biegany weekend. Od rana zakupy na bazarku, później odwiedziny w szpitalu u Rodzicielki i po południu wyjazd na Ślesińskie włości dojrzeć ogród i przy okazji popływać w jeziorku...

...wypad na rabaty zaowocował pierwszymi zbiorami ogórków i fasolki szparagowej. Przy okazji pomidorom się dostało i to ostro, bo rozbestwiły się strasznie i niczym hipis pokryły się kłączami liści długości trzydziestu centymetrów. Busz wielki opanowany został przy pomocy sekatora, sznurka, taczki i Połówki (hmmm, to miało być na początku), zatem jeszcze raz w ruch poszły ręce Połówki, moje, sekator i sznurek - te już bez rąk. :)) Wyciąłem bagatela czubatą taczkę liści i pędów i dopiero wtedy okazało się, że na krzaczkach są pomidory i spokojnie można przejść dróżkami. Kiedy wszystko pięknie uprzątnęliśmy to naszły mnie jednak obawy, czy przypadkiem za bardzo nie wczułem się w rolę Edwarda Nożycorękiego i zamiast pomóc to bardziej zaszkodziłem pomidorom. Zobaczymy... a na koniec mała fotorelacja z inspekcji robiona aparatem w fonie...

...z tego poletka zebraliśmy
pół wiaderka ogórków...
...tuż po wizycie fryzjera...
... pomidory widać.
Jak nie ma? Jak są...
...szparagowa się wstydziła to tyczkowa pozowała...
...widok ogólny tego całego weekendowego zamieszania...
...i na koniec nasze okazałe buraczki...
...pierwszy...
...drugi...
...i trzeci...

...a teraz uciekam do pracy topić zbędne kilogramy...