2 czerwca 2014

...siedem dni przed i po...

...wreszcie trochę odsapnąłem, więc zasiadam i piszę co tam się u nas na ogrodach wyprawia. Musimy cofnąć się o jeden weekend wstecz i nadrobić zaległości. Uwaga zdjęć będzie sporo. Zalecam śpiwór, kawę i suchy prowiant...:))

...ledwie zajedziemy na miejsce a już Połówka zaczyna obchód rabat. Pierwsze na celowniku są rabaty kwiatowe...

...funkia falista (jak się nie mylę)...
...ostatnie kwitnące konwalie...
...a przed domem kwitną irysy. Trochę nas to zdziwiło,
że po przesadzeniu zakwitły...



...ale dość oglądania. Czas brać się do pracy. Na małej przydomowej rabacie ratowaliśmy z kłączy rośliny poniżej (zawsze zapomnę jej nazwę) kolejną funkię...

...już w nowym miejscu...

...na koniec prac, wzięliśmy pod lupę karmnik, który po ostatnich zabiegach wzmacniających w końcu odżył, uff...


...dalsza praca odbywała się na rabacie przed domem. Królowała gazania...






...i goździki...


...ostatnie luknięcie i mały odpoczynek, bo pracy jeszcze wiele...

...łubin...
...smolinosy z odzysku...
...i efekt końcowy. Trochę ubogo, ale to już w przyszłym roku się zrobi...

...w wolnej chwili wybrałem się na mały obchód z aparatem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to skorupka leżąca przy gniazdku wróbli, o których pisałem tutaj [klik]. Czyżby dzieci już wyleciały, czy zrobiło się za ciasno?...


...kolejne, już milionowe, zdjęcie wieży. Zawsze jakieś foto muszę jej strzelić... :))


...do kolekcji wielkości poletka, [klik] dołączyło kolejne zdjęcie...


...dalszą pracę przerwała nam burza i deszcz, który w Ślesinie nie był za duży...


...kiedy wracaliśmy do domu szosa zamieniła się w jezioro. Dopiero z lokalnego portalu dowiedzieliśmy się, co nas w Ślesinie ominęło. Oto kilka fotek, a reszta tutaj [klik]..

źródło: lm.pl
źródło: lm.pl

...tak było tydzień temu. W ten weekend czekał na nas warzywniak i cis, ale jak zwykle zaczynamy od obchodu...

...oto niespodzianka, w jednej sadzonce trzy rożne kwiaty...

...goździki szaleją...
...w kręgach też szaleństwo, choć nie obyło się bez strat.
Coś (podejrzewam kota) zjadło nam lawendę...
...kwitnący karmnik...
...funkia falista też nie jest gorsza
i wypuszcza bicz z kwiatami... 
...nowe miejsce tej odmianie funkii widać służy...

...wystarczył tydzień aby na warzywniaku zapanował armagedon. Nad roślinami zaczął panować chwast. Buraków nie widać, pomidory pokładły się do snu. Okaz klęski, ale nic to. Haczka, grabie, paliki i w teren...

 
 

...po chwastach ani śladu, pomidory podwiązane i zasilone. Czas na żywopłot...

...stan wyjściowy... 
...i po strzyżeniu... 
 

...a na koniec przywiozłem Rodziciela-wędkarza i sprawiliśmy pięć sumów, każdy po około trzy kilo... :))

...jak to mówią nie samą pracą człowiek żyje zatem w niedzielę zaliczyliśmy mały spacer do parku...




...i już na prawdę, na koniec. Takie cóś z ogrodu...