30 stycznia 2014

...odeszła Weneda...

...kiedy zapytam się Was, czy znaliście Janinę Perathoner? Większość, jestem tego pewien, pokiwa przecząco głową. Może kilku zapyta się, a kto to jest? Była, odpowiem, niestety była. Odeszła wczoraj w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat. Babcia Janinka, tak do niej mówiliśmy między sobą, była konińską pisarką (pseudonim literacki Janina Weneda), z którą spotkałem się pierwszy raz w 2006 roku. Spotkanie nasze dotyczyło pomocy przy redagowaniu jej kolejnego tomiku pod nazwą Silva rerum...

...mieszkała wtedy w jednopiętrowym domku. Zanim jednak dotarło się do drzwi wejściowych trzeba było pokonać wąską furtkę, kilka kroków ścieżką przystrojoną kwadratowymi płytami, skręcić w prawo prawie w miejscu i zameldować się w altanie. Kilka stopni... i w drzwiach wejściowych witała nas Pani domu. Zawsze kiedy mijałem furtkę, w oczy, rzucała się ogromna wysoka ściana pokryta bluszczem, która znajdowała się na końcu ogrodu. Pani Janinka bardzo kochała kwiaty...

źródło mbp.konin.pl
...Babcia Janina, jaką pamiętam z pierwszego spotkania była kobietką energiczną, uśmiechniętą, ciekawą ludzi, ale i sama potrafiła zaimponować nam młodym. Otóż w wieku osiemdziesięciu lat sprawnie posługiwała się komputerem. Swoje teksty pisała na starym pececie, który otrzymała od kogoś znajomego, ba znała nawet skrót na drukowanie tekstu z Worda. Nasza krótka współpraca, przerodziła się, może nie w przyjaźń, ale w więź jaka łączy znajomych. Nasze kolejne, nieliczne,  spotkania pełne były żartów i śmiechu...

...każde spotkanie miało punkt kulminacyjny jakim był obiad. Nie było zmiłuj. Babcia umiała tak człowieka zagadać, tak zażartować, że nie wiadomo kiedy na talerzu lądowała kolejna porcja jedzenia, a pani Janinka z miną niewiniątka twierdziła taki mężczyzna musi zjeść, aby mieć siłę. Taką właśnie pamiętam Panią Janinę Perathoner, pseudonim literacki Janina Weneda, Babcia Janina, nasza Babcia, z która mile spędzaliśmy obiady czwartkowe...

...więcej można przeczytać tutaj...

27 stycznia 2014

...ptaki zimą...

...na dworze wiatr, na dworze mróz. Świat podziwiamy z poziomu okna, a odwiedziny braci mniejszych są taką małą kropką nad i w oczekiwaniu na wiosnę. Powoli mija styczeń, który do tej pory był łaskawy. Niestety Pani Zima przypomniała sobie o takim grajdołku na Mapie Świata jakim jest Polska i zaczęła pokazywać na co ją stać. Wiadomo kobieta swe humory ma...

...ale jak zwykle odbiegłem od sedna sprawy. Na osiedlu przybyło sporo ptactwa i nie chodzi tu tylko o wszędobylskie mewy, ale również o wróble i sikorki. Sami wystawiamy dla tych ostatnich słoninę, i podziwiamy ich harce, kłótnie i bitwy o dostęp do żarełka. Niestety dla wróbli nic nie mamy, bo gapa jestem, ale również dlatego, że do tej pory nie meldowały się przy naszym oknie. Trzeba będzie jakieś ziarno załatwić i wysypać. Mam tylko nadzieję, że sąsiadka z dołu nie poczyni rwetesu, cytuję że jej ptaki na parapet srają...







... te zdjęcia wykonała Połówka...
...chociaż ptaki i same sobie radzą jak mogą. Wracając wczoraj, jak co niedzielę, od Rodziców z obiadu spotkaliśmy nowego ptaka-cudaka, który zachwycił nas swoim ubarwieniem. Ni to sikorka, ni to gil, a jaki śpiew. Siedział na krzaku łopianu i zajadał nasiona...






...to szczygieł, prawda że przepiękny, a jak śpiewa...


...a przy bloku wśród krzewów koczowały wróble...




...czyli żarełko czas zakupić i dla małych szaraczków...

26 stycznia 2014

...biało u mnie i...

...coś niemoc mnie jakaś ogarnęła, albo mroź co gości od tygodnia zwoje przymroził, gdyż pół dnia siedzę i jednego prostego zdania zdzierać nie potrafię. Z tą pogoda to też ciekawa sprawa, bo w tivi Pogodynki swoje, a temperatura swoje. Od poniedziałku okolica pokryta lodem jakby kto z cysternę galaretki wylał. O wypieprz nie ciężko. Piaskarki i inne zmory odpowiedzialne za ład i porządek drogowy, tak jak niedźwiedzie w norach, tak i one w zajezdniach chrapią, bo na śnieg były gotowe, ale w czerwcu. I kto to widział żeby w styczniu śnieg padał? Jakaś anomalia pogodowa...

...w pracy tyrki sporo, a nawet od cholery, więc kiedy dopadam domu zamarznięty (-15 do -18 stopieńków na dworku), to do dwudziestej drugiej próbuję odtajać. Chodzi mi nawet po głowie chęć zapadnięcia w sen zimowy i pobudka dopiero w maju, ale się nie da, he he he. Niestety nie mam tyle urlopu co niedźwiedzie...

...wczoraj nawet nasze mechaniczne dyliżansy odmówiły współpracy. Poldek, który oskrobany został z lodu w godzinę, pierdną, stęknął i wypluł tłumik w geście protestu. Natomiast das Auto niby się bujało a warknąć motorem ni miało chęci...

...od i tyle co się działo. Praca, dam, mróz, lodowisko, wietrzysko niesamowite, a kończę bo nudą zawiewa... 

22 stycznia 2014

...poznańska Palmiarnia...

...Poznań przywitał nas czysto angielską pogodą. Dzień nie zapowiadał się ciekawy, a te kilka godzin oczekiwania na wyniki mogła urozmaicić, jedynie, podróż w świat roślin. Do samej Palmiarni trafić nie jest ciężko. Z dworca kolejowego należy kierować się ulicą Głogowską, a później Matejki. Niestety droga wynosi prawie półtora kilometra i tylko dzięki kilku znakom trafiliśmy na miejsce bez przeszkód. Cały marsz można sobie skrócić, wędrując Parkiem Wilsona, jednak kto to mógł wiedzieć. Samo wejście do Ogrodu też jest słabo oznaczone - prędzej trafi się do kawiarni obok... :))

...pierwszy raz Palmiarnię odwiedziłem kilka lat temu (1993/1994 r.) i byłem nią zachwycony. Tym razem pogoda, pora roku lub kapryśny aparat nie pozwoliły nacieszyć się wędrówką wśród roślin. Zatem relacja będzie bardziej obfitować w zdjęcia niż w treść, ale planuję powrót do Ogrodu w maju i obszerniejszą relację...

...wejście do Palmiarni,
widok z Parku Wilsona...
...Palmiarnia powstała w 1910 r., w dziesięciu pawilonach zgromadzono rośliny klimatu śródziemnomorskiego, subtropikalnego, tropiku, sawann, pustyń Ameryki i Afryki oraz kolekcję ryb egzotycznych, gady i płazy...

...kierunek zwiedzania - ze strony Palmiarni...

...zwiedzanie rozpoczynamy wśród roślinności subtropikalnej. Temperatura i wilgotność powietrza sprawiają, iż człowiek zaczyna rozumieć Cejrowskiego, który w samych spodenkach przemieszcza się po dżungli...






...jednego czego brakowało mi podczas wędrowania to tablice z nazwą strefy w jaką wkraczamy. Zatem aby nie poczynić gafy pominę ten fakt. Oprócz roślin w Ogrodzie pojawiły się również zwierzęta. Jedną z ciekawostek, oprócz pytona, są ryby. W strefie subtropiku znajduje się basen, w którym pływają karasie. Z daleka da się słyszeć odgłos cmokania wydobywający się z paszczy ryb. Owe karasie to istne głodomory, gotowe zawsze na kilka kęsów karmy - można ją kupić przy wejściu...



...a oto i ów pyton. Wąż był bardzo leniwy i przebiegły. Kiedy nikt się na niego nie patrzył to przemieszczał się bezszelestnie po swoim królestwie. Głodny był, czy co???...


...ale nie samym wężem człowiek żyje, zwiedzamy dalej...

...Ficus roxburghii
zachwycił mnie owocostanem...

...żółw czerwonolicy...

...kawa arabska,
a kawy ani widu, ani słychu.
Może w kawiarni obok jest???...

...papugi ara,
Dobry i Dobra to ich ksywki...


...paprocie drzewiaste,
piękne i niezwykłe...



...epifity - rośliny rosnące na innych roślinach...

...wanilia płaskolistna,
storczyk hodowany w celach użytkowych...

...drzewo kalebasowe
ze swoimi dziwnymi owocami...


...dzbaneczniki,
rośliny łapce owady...


...żółw stepowy,
nie wiem co on robił z tym kamieniem,
ale odgłosy wydawał dość dziwne,
- godowe, że tak powiem...

...palma butelkowa,
madagaskarska roślina ozdobna...

...aloes uzbrojony
sukulent o ciekawych kwiatostanach...


...storczyki inaczej orchidee,
występują głównie w lasach tropikalnych,
gdzie większość z nich prowadzi epifityczny tryb życia...



...mijając kolejne pawilony z roślinnością w pewnym momencie natrafiamy na akwaria z egzotycznymi rybami. Wśród gatunków, które są hodowane w Ogrodzie, znajduje się również jesiotr ze stawów rybackich, o których tak często piszę. Jednak największą atrakcją cieszą się i tak piranie...

...piranie czerwone...

...żaglowiec skalar...

...glonojad lamparci...




...matamata...
...najlepsze zostawiłem na koniec. Sukulenty moją ulubiona grupa roślin. Agawy i kaktusy to jest to, co tygryski lubią najbardziej...





...fotel teściowej,
echinocactus grusonii...




...juka gwatemalska
jest tak ogromna, że musiałem jej zdjęcie
robić partiami aby ukazać jej piękno...



...pobyt w Palmiarni dobiegł końca. Zdziwiony staję przed wyjściem, czuję lekki niedosyt. Mam chęć wrócić tutaj w maju lub czerwcu kiedy jest więcej słońca. Może wtedy zdjęcia będą lepsze a roślinność mniej zmęczona krótkim dniem...