14 października 2013

...w poniedziałek...

...pogoda przywitała nas takim czymś mokro-oblepiającym, spadającym z nieba...


...w organizmie natomiast jest lekki niedosyt weekendowego byczenia. Grunt że słonko zaczyna się przebijać przez chmury...

...w pracy natomiast dalszy kociokwik z wystawą. Po dwóch dniach na skrzynce dziesięć maili z kolejnymi poprawkami i materiałami, a wystawa już jutro. Więc ktoś się obudzi w czarnej d. Dzięki dobrym duchom Boss wie o wszystkim i szykuje małą tyralierę. Daj ludziom qrwa palec, to ci całą rękę oderwą i jeszcze po drodze o kieszeń z portfelem zahaczą. Nie ma! Skończyło się! I tylko ślesińskich trujaków mi brakuje. Oj przydałyby się dzisiaj...

...jako że owa śmiszna wystawa zagościła na dłużej w moim grafiku, to nie miałem kiedy zamieścić zdjęć z mojego po-drodze pstrykania, w drodze do jednej z filii firmy. Ludzisków zbędnych nie mijałem, to i fotografować można było w spokoju...

...pałac szwajcarskiego przemysłowca
Edwarda Reymonda...
...most toruński...
...bulwary nadwarciańskie... 


...most toruński...
...plac wolności...
...kuty schowek...

***
...po dwunastej zjawili się pomysłodawcy (właściciele) wystawy i mina im zrzedła. Chyba w końcu do nich dotarło, że jednak są w czarnej d. Posłusznie zgadzali się na wszystko, jednak panika w ich oczach nie gasła. Jutro mają stawić się na 7:40. Się zobaczy, a ja mam satysfakcję. Bo się kurna natyrałem...
***
...sąsiad nadal nieuchwytny, to znaczy w chacie jest tylko boi się wyjść. Teraz się boi a w sobotę szalał i innym spać nie dał. I tak go opiórka nie ominie. I tym optymistycznym akcentem kończę. Do zobaczyska...