27 października 2013

...po Poznańsku...

...rodzinka przyjechała, posiedziała, obiadowła i śmiechu było co niemiara. Lubię takie spotkania, w sumie było to spotkanie czteropokoleniowe, od prababci do prawnuczki. Furorę jak zwykle zrobił sernik w wydaniu Połówki, możecie się częstować...


...niestety wszystko co dobre szybko się kończy i Poznańscy szykowali się do drogi. Na pytanie kiedy wpadniemy do nich, nie zastanawiając się wypaliłem że mogę nawet we wtorek, bo będę na szkoleniu, ach ten mój niewyparzony jęzor... :P

...zaliczyliśmy również Ślesin, trzeba było autko odstawić i kiedy tak siedzieliśmy w kuchni (bo w kuchni jest najlepiej ^^) moim oczom ukazał się taki widok...


...wziąłem aparat i poszedłem na ogród popstrykać...






...jednak najlepsze było na końcu. Podczas drogi powrotnej mogłem do woli pstrykać foto, dobrze jak ktoś inny prowadzi... :))





...kolejny plus z przestawienia czasu na zimowy w bezchmurne dni można podziwiać zachód słońca nie czekając do późna...

...spokojnego wieczoru...