8 września 2013

...pojawiam się i znikam...

...oto cały ja. Ostatni czas dał mi się we znaki i jakoś mnie ubyło w blogowym świecie, a  wszystko za sprawą pracy. Po całym dniu wpatrywania się w monitor moje oczy wyglądały jak bokser po dwunastu rundach walki, aż odechciewało się wszystkiego i miałem chęć zakończyć blogowanie, fotografowanie i całą resztę przyjemnych rzeczy. W domu z wolnym czasem też różnie, czasami było go aż tyle, że spacerowaliśmy, a czasami nie wiadomo kiedy robiło się ciemno, na zegarze 21:30 lub lepiej i trzeba było szykować się lulu...

...najgorszy dzień, poniedziałek (klik), jakoś nie mogłem się pozbierać, nawet Połówka na słodko próbowała brać byka za rogi...


...w pracy też mały zapieprz - impreza kulturalna z Fredro w tle, szykowania materiałów sporo, a u mnie spadek formy. Wszystko zmieniło się po środzie, kiedy to odwiedziliśmy Małą, a dzielny wuja przekonał się, że w przedszkolu Małej Pannie Mi jest dobrze i nie dzieje jej się krzywda. Inaczej trzeba byłoby od Vill pożyczyć ekwipunek i zrobić małą teksańską masakrę na przedszkolankach...

...ile to się człowiek nabiegał
i naszukał, aby Mała Panna Mi
otrzymała Dino Przedszkolaka... ^^^
...kolejne dni w skrócie: zapieprz, oczy jakbym miał problemy z tarczycą, zasypianie zanim głowa osiągnie poziom poduszki i lekki wqrw. Potrzebny był spacer, chwila z przyrodą i aparatem...








 ...tydzień zleciał jak z bicza strzelił. Piątek i zimne nóżki w tle. Nie wiedziałem, że obieranie stópek z mięsa tak potrafi człowieka zrelaksować, jeszcze tylko przetrwać jutrzejsze narodowe czytanie i...


...kolejne pichcenie. Nakupiliśmy gruszek (bąkarty, bomkarty albo jakoś tak podobnie, ale jaki kompocik, mmm pycha) i śliwki na powidła. Oj działo się, działo...



...a dzisiaj w piżamkach byczę się cały dzionek i nadrabiam zaległości z blogiem, z czytaniem i mam nadzieję, że już więcej tak się nie zapuszczę...