24 września 2013

...pierwszy kolczatek...

...trafiłem na niego przez przypadek. Leżał sobie cichutko na pograniczu chodnika i pasa zieleni. Trawa poruszana wiatrem, czesała sobie, o jego kolce, zielone jeszcze źdźbła. Podniosłem go, był tak mały, że swobodnie mieścił się w mojej dłoni, która chciała się nad nim zamknąć i ogrzać. Jedak kolce sprawnie hamowały mój odruch. Dopiero w domu kiedy podawałem ci go do ręki (nasza zabawa - zamknij oczy wystaw rękę) zauważyłem na jego powierzchni otarcie, pewnie pamiątka ze spotkania z chropowatą kostką brukową...

...przywitałaś się z nim radośnie i delikatnie położyłaś na stole w pokoju, dałaś mi chwilę abym mógł wyjąc aparat...

...ręką delikatnie przesunęłaś po jego kolcach, które potrafią zranić. Wasze spotkanie nie trwało długo, już po chwili Twoim oczom ukazało się jego brązowe serce, to pierwszy kasztan w tym roku...