12 września 2013

...mglisty czwartek...

...trafiła się mi, mi się - tak, chyba mi się, zatem trafiła mi się, o poranku, podróż do filii w innej dzielnicy miasta. Bosz ile przecinków w jednym zdaniu. Nie jakaś długa podróż, ot marne pięć minut autobusem, a później spacer. Niby mogłem jechać puchą do samego końca, ale odległość nie zmniejszyłaby się, a tak, zanim autobus zaliczył przystanek końcowy, ja już spokojnie dreptałem do celu...

...po drodze mijałem stare kamieniczki, ale jakoś nie miałem odwagi strzelić fotki, jeszcze ktoś wyskoczy z japą z samego rana, a mi potrzebna była chwila spokoju. Kiedy mijałem, rozpadający się pałac szwajcarskiego przemysłowca Edwarda Reymonda, moją uwagę zwróciła nie sama bryła budynku, ale dwie figurki umiejscowione na dachu...

źródło: link


...spytacie czemu? Sam nie wiem, powiedzmy, że taki kaprys dzisiaj miałem, aby sobie na nie popatrzeć. Postałem chwilę, popatrzyłem, pstryknąłem foto i wywołałem mała sensację. Chodzi jakiś gościu i foty strzela lecz nikt mnie nie zaczepił, bo moja persona wędrowała po przebudowanym moście toruńskim. 

...most toruński...
...widok na mglistą rzekę Wartę...
...mijam kilka osób po drodze, skręcam w boczną uliczkę. Cisza, spokój. Jeszcze chwila i z daleka w oczy bije szyld Stare Kino...


...pamiętam kiedy jeszcze jako młody człowiek, z Rodzicielem a później sam, miałem okazję poznawać magię kina właśnie w tym miejscu. Szkoda, że nie ma już tego kina, a o jego świetności świadczą jedynie szyldy i malunki na ścianach...

...główne wejście...
...poznajecie tego pana...

...i rok 1917, czy wtedy pobudowano to kino???
...cel osiągnięty, po drugiej stronie ulicy czekają drzwi i miejsce mojej dzisiejszej wyprawy, a taki spacer o poranku, tuż przed pracą, coś wspaniałego. Polecam...