25 września 2013

...dopadło...

...mnie jakieś cholerstwo. W gardle sucho jak po weselu na Kujawach, nos niby nie zapchany, ale i tak mówię jak... przez nos i jeszcze gorączka się pojawiła. Wiadomo u faceta na liczniku trzydzieści siedem i dwie i leży, i ani ręką ani nogą. Po prostu masakra. A człowiek w pracy, grzejniki zimne, lodownia. Dobrze, że chociaż jest mała farelka...

...jak to mówią nieszczęścia chodzą parami i jak się wali, to na całego. Zatem zaczęło się od żarówek energooszczędnych, bo ekologicznymi i ekonomicznymi nazwać ich nie można. Do tego dołączyło żelazko, które sobie pięknie stopkę palić zaczęło. Mikser nie mógł być gorszy i też coś sobie w bebechach urwał tak miło, że podczas pracy trzepaczki pięknie się zwinęły. Koniec końców nawet starej poczciwej pralce zaczęło się czkać, ale Połówka nie dała jej długo się dąsać. Przestawiła ją, odkręciła obudowę i czekała jak tylko wrócę z pracy. Nie było pitu pitu. Wziąłem i zrobiłem cholerę, a w nagrodę od Połówki... tajemnica. Najlepiej oddaje to refren... ^^