22 września 2013

...tak sobie jest...

...siedzę przy kompie,wcinam kanapki z ądliną pokrytą ketchupem. Zapijam, to wszystko, ciepłą miętą, tak na wszelki słuczaj, aby chemia z pomidorowego przemiału nie podrażniła mi żołądka. W słuchawkach ostra muza, Amaranthe i nie poznaję siebie... 


...to chyba efekt uboczny po, dwóch z rzędu, zarwanych nockach. Pierwsza zarywka - efekt własnej głupoty. Kuźwa kawy mi się zachciało. Po prawie dwudziestu latach załapałem takiego smaka na kawę, że nie ma zmiłuj. Musi być mała, czarna, słodka jak miód i ze śmietanką. Ślinotok i nocka z głowy na życzenie. Druga zarywka zaliczona dzięki uprzejmości/głupocie międzysąsiedzkiej. Pamiętacie jak w sierpniu pisałem o remontowanej ławeczce, otóż niestety są tego i efekty uboczne. Od przeszło trzech tygodni, jest owa ławeczka celem, pospólstwa około-sąsiedzko-blokowego. Z pobliskich bloków zbiera się zgraja debilii w wieku 25-55 lat, z pieskami, piwskiem, naćpanych (to ci młodsi) i bełkotem jako temat rozmowy. Raz nie wytrzymałem i zrobiłem grandę na całego, zrąbałem ich równo (bo grzecznie nie docierało) i mieli szczęście, że Połówka ubłagała mnie abym do nich nie schodził, a Policja jak zwykle nie odbierała telefonu, ci to dopiero są pomocni. Zatem summa summarum z moich weekendowych planów nic nie wyszło, jestem przymulony i czekam na jutrzejszy dzień jak na wybawienie, może chociaż na klawiaturze się wyśpię...