1 sierpnia 2013

...kołowrotek...

...noc minęła jak z bicza strzelił. Nic mądrego nie wpadło mi do głowy, nic nie wymyśliłem, może wstałem trochę bardziej wypoczęty, po wczorajszym kołowrotkowym dniu. Takiej dawki rożnych informacji dobrych bardziej i mniej, zmęczenia pracą, dawno nie miałem. Spałem jak warzywo bez snów...

...chyba najbardziej zmęczyła mnie wczorajsza rozmowa z Rodzicielem. Nigdy nie lubiłem się wywnętrzać, zawsze wszystko brałem na swoje bary, budowałem mur, radziłem sobie sam. Może dlatego, za każdym razem kiedy coś się dzieje moim bliskim, nie panikuję, nie wylewam łez tylko zaciskam zęby, uczucia odsuwam w bok i zaczynam działać. Taki kawał zimnego skurwiela się we mnie rodzi...

...widać rozmowa poskutkowała, zmotywowałem Rodziciela do działania. Już nie stoi i nie czeka (takie miałem odczucia, może się trochę pogubił). Jakoś zawsze ciężko nam się rozmawiało, chociaż jeden za drugim w ogień by skoczył...

...u Rodzicielki widać poprawę, jednak są momenty kiedy zaczyna mówić o jednym i tym samym w kółko. Nie będę się rozpisywał co dokładnie jej jest (może by nie chciała), ale powiem wam jedno cukrzyca, to straszna, wyniszczająca choroba plus jeszcze jeden dodatkowy czynnik, który brałem pod uwagę ale chyba nie chciałem głośno o nim mówić (kolejne badania wszystko wyjaśnią). Mam nadzieję, że Rodzicielka jutro wróci do domu i jakoś się to wszystko unormuje. Rodzicielkę również zmotywowałem do działania, może w końcu do niej dotarłem, przemówiłem do rozsądku...

...z milszych rzeczy, taki mój osobisty plaster miodu na całe zło, to Mała Panna Mi. Wuja w środę dał doopy na całego. Obiecał dziecku, że zebrę do malowania przyniesie i co! Boszzz, nigdy nie zapomnę miny Małej. Jednak wczoraj odkupiłem swoją sklerozę, mam nadzieję. Już przez telefon oznajmiłem Małej Pannie, że wiozę zebrę do malowania, ta radość w słuchawce. Później przed blokiem dokonałem małej prezentacji, a Mała odtańczyła taniec szczęścia, a później tylko kredki śmigały. Oczywiście ulubiona cierwona....

...dzieło Małej Panny Mi...
...wspólnie z Połówką...
...remont przyblokowej ławki dobiega końca. Wczoraj drugi raz malowałem deski (od strony siedziska) i o dziwo cały byłem we farbie. Zauważyłem, że wpływ na to ma malowana strona, bo gdy malowałem spód czyściuchny wyszedłem, a wczoraj po raz kolejny zzieleniałem. Kiedy ławka będzie zmontowana umieszczę stosowne zdjęcie...

 ...pod koniec dnia zaliczyliśmy spacer, lody i oczywiście foto...

...kwiat hortensji...
...mikruśny bratek...
...o tym kościele, może kiedyś napiszę...





...ślimaczy się ślimak...
...ten znowu wcina...
...i to niebo...

...straszy tylko wyglądem...
...dużo w tym moim pisaniu gdybania (słów może i jakoś). Teraz trzeba czekać na wyniki i działać... 

PS. ...zapraszam na kolejna porcję starych widokówek, już jutro...