13 czerwca 2013

...rożowe niebo...

...przerywnik po pracy, tej domowej bo mieliśmy maraton w pieczeniu ciast i tej służbowej. Można usiąść i podziwiać zachód słońca, który sfociłem parę dni temu...

...po okresie deszczów w końcu pojawiło się słońce i zabarwiło niebo na kolor różowy, landrynkowy jak krem Ptyś. Ów wynalazek, lat osiemdziesiątych XX w., służył do przekładania tortów, wafli i co tylko było pod ręką. Niestety nigdzie nie znalazłem szaty graficznej opakowania, owego wynalazku, na którym była jak dobrze pamiętam pszczółka - Gucio. Do przygotowania potrzebne było masło, do którego wsypywało się proszek Ptyś, a następnie ucierało się to wszystko przez dłuższą chwilę, gdyż cukier w Ptysiu był bardzo gruby...

...to tyle o początkach kremów, a teraz spójrzcie na niebo...





PS. ...na jutro szykuję pierwszą dawkę starych widokówek. Jeśli wam się spodobają, to zrobię z tego post cykliczny, powiedzmy raz w tygodniu...