23 czerwca 2013

...dzień ojca...

...mimo spiekoty Dzień Ojca zaliczony. Tatuśki, w liczbie dwóch, zadowoleni i obdarowani słodkościami, chociaż już po malutku wpadaliśmy wczoraj w panikę, bo na zegarze dwudziesta trzecia, a ta cholerna galaretka nie chciała tężeć. Lodówka też ledwo zipie...


...to nie są te opisane wyżej słodkości,
tych dwóch  spotkaliśmy po drodze...

...po raz pierwszy w tym roku jedliśmy cukinię, babcia już by krzyczała: nowalija, nowalija i ciągnęła za ucho (taki zwyczaj). Uwielbiam, to warzywo i mogę je szamać zrobione na rożne sposoby, od placków po zupę. Dziś na obiad serwowaliśmy cukinię a'la schabowy, a ja wytapiałem osobisty tłuszczyk się przy kuchni^^...


...po obiedzie zaliczyliśmy drugiego Tatuśka, najlepsza była droga. Wjeżdżając do mijanej po drodze miejscowości załapaliśmy się na deszcz, nawet spory. Jednak opad kończył się wraz z końcem owej małej miejscowości. Ot i ciekawostka, może jakieś lokalne zraszacze ludzie poustawiali, a może ktoś się zlitował, bo autko było lekko przykurzone... 

...podczas pobytu u Rodzicieli dokonaliśmy małej inspekcji ogrodu. Sprawdziliśmy jak tam się roślinki mają po małej Połówkowej rewolucji i udaliśmy się na warzywniak...

...widok jeszcze z domu...

...jedyny taki....

...świętojanki dojrzewają...
...leszczyna obsypana orzechami,
tylko sza, bo jak wiewiórki się dowiedzą...



...mistrz grawitacji...
...biszkoptowa purchawka...
...nawet ślimakom duszno
i chodzą na waleta...
...miał być dzień leniwca, a wyszło jak wyszło. Jednak nie ma co narzekać, dobrze że u Tatuśków rogal gościł na twarzy...

...spokojnego wieczoru...