12 czerwca 2013

...co się w nocy wyprawiało...

...słowo padnięty towarzyszy mi od paru dni, kontrola w pracy więc latam między sprzętem a półkami. Dodatkowo wczoraj miałem lekki wqurw, ludzie potrafią tak człowieka zdołować, że najlepiej tylko prosić o dobicie. Wróćmy jednak do sedna sprawy wpisu...

...powiem krótko: ...takiej pobudki w nocy nie miałem dawno, chyba żeby doliczyć trąbienie małym klaksonem od roweru, tuż nad uchem w wykonaniu, Małej Panny Mi i to w momencie kiedy spałem. Jednak to było w dzień, a nie noc, he he he...

...nocny hałas jazgot spowodował, że stanąłem na baczność przed łóżkiem i już miałem składać meldunek, ale coś mnie tknęło i spojrzałem za okno. Przelatujące kawki w sporej liczbie grupie krążyły między drzewami a latarnią, powodując efekt stroboskopu, który pięknie migotał po moich zaspanych ślepiach. Zapuściłem cichego bluzga, żeby Połówki nie obudzić, kierując go w kierunku rozwrzeszczanej zgrai, która to w dzień sra, w nocy spać nie daje. Nic tylko kałacha wziąć i zrobić małą selekcję naturalną...

...czego się kur*wa drzesz - pytałem w myślach patrząc na to całe latające tałatajstwo. I po chwili otrzymałem odpowiedź. Otóż do drzew zbliżał się mały, ciemnoumaszczony lis, a kawki idiotki darły japę i zbudziły pół osiedla. Jakby lis k***a mać potrafił latać. Rwetes trwał około godziny, znudzony lis opuścił terytorium kawek, a te jeszcze przez kolejną godzinę siały zamęt. Wystarczyło tylko, że jedna spanikowana ptaszyna zaczęła się drzeć a przyłączało się całe stado...