13 maja 2013

...źle ze mną...

...rano czułem się jako tako, ale od południa mój żołądek zaczął wojować. Nie sądzę, że to coś z wczorajszych komunijnych specjałów, bo wszystko było robione na świeżo. Bardziej stawiałbym na zmienna pogodę. Żołądek napięty jak balon, nawet kształtem go przypomina, dodatkowo wydobywające się z gardzieli basowe odgłosy, no nieciekawie to wszystko wygląda. Najgorsze były  zwidy, normalnie jak u alkoholika. Zobaczcie sami...


...po chwili odetchnąłem z ulgą, przecież ja alkohol tak lubię ja diabeł święconą wodę, to Mała Panna Mi wyjęła z czeluści pudła zabawki, które zrobiła dla niej Połówka. Dziecka nie było. Teraz tak się zastanawiam, czy jest sens kupować dziecku zabawki skoro najwięcej frajdy ma z tych robionych z produktów ogólnie dostępnych oraz z ciastoliny. Właśnie na nie jest największy szał, a inne pluszaki, puzzle, klocki, lalki leżą...

...dziś największy szał, to sienniczka i chłopczyk, zobaczcie  z czego Polówka je zrobiła...



...a wy jak sądzicie? Jest sens kupowania góry zabawek, czy lepiej z dzieckiem samemu coś stworzyć? Chyba takie dzierganie zabawek w miłej atmosferze bardziej rozwija? Może nasza blogowa pani pedagog się wypowie. Gohaa czekamy... :))