29 maja 2013

...nygusek...

...będzie krótko, mój dzisiejszy stan najlepiej opisuje Wedel...


...no tak, brawo, mam lenia i nie wiem czy to wpływ pogody, czy pracy. W sumie myślę sobie, że to kumulacja jak w lotto tylko cieszyć się nie ma z czego i na szczęśliwy numerek nie będę oczekiwał. Boszzz numerek, o czym ja myślę!!! ^^
A tak już na serio, to myślę sobie, że to mały nawał w pracy mnie lekko powalił. Jakiś taki dziwny jestem i po tych dwudziestu dniach chorobowego chciałbym wszystko nadgonić, choć nie jest źle, i pokazać, że jednak jestem potrzeby. Tylko w sumie nie mam komu, bo i tak już niektórzy na mój temat wyrobili sobie opinię. Szkoda gadać...

...od wczoraj, kiedy to zasuwałem po Rodziciela, który zakończył sanatoryjne życie i zapragnął wrócić na łono rodziny, gonią mnie chmury, deszcze i burze. Normalnie jak w Krainie Deszczowców. Choćby dzisiaj. Od rana nie było źle, ale powrót to ucieczka prze deszczem, chociaż wcześniej świeciło słonko. Nawet polatałem trochę z moim aparacikiem na wierzchu...



...i kiedy opuściłem puchę i doczłapałem się do domiszcza, to ciemne czarne dziadostwo sunęło za mną...


...a po burzy znów świeci słonko i tak na zmianę burza- deszcz, deszcz-burza, a my jak te dwie małe torpedy wypadliśmy na małe zakupy (bo jutro wolne) i do Teściunia na chwilę...





...tu chwilkę postaliśmy przed domem. Teściuniu, starej daty człowiek, sprzątał przed domem, bo jutro procesja. Kiedy tak stałem, a teściu grabił (umie się człowiek w życiu ustawić), to zawitał do nas ktoś taki...


...zaraz zacząłem grzebać w torbach z zakupami i szukać czegoś do szamania. Teściuniu wskazał drogę do lodówki i zarzucił hasło kaszanka. Burek został nakarmiony, aż mu się oczka świeciły, a mi nóż w kieszeni się otwierał. Jakbym dorwał właściciela tego psa, to ręka, noga, mózg na ścianie. Serce mi się kroiło i gdybym miał inną sytuację, to burek już by miał dom, a tak to chociaż jeść dostał.  Kiedy pomagałem sprzątać, to nie opuszczał mnie na krok, a ja z ciężkim sercem tłumaczyłem, że nie mogę go wziąć, że może przyjść, to jeść dostanie. Wiem jestem nie lepszy od właściciela, ciężko mi...

...piesek postał jeszcze trochę, a później poszedł w swoją drogę. Mam cichą nadzieję, że jeszcze się zjawi. Niebo znowu się zachmurzyło, trzeba było szybko naginać z powrotem do siebie...


PS. ...i po co się dziwię, że jestem taki-owaki. Nawet koty zgłupiały. Prawie czerwiec, a one drą japy jak przy marcowaniu...