30 maja 2013

...czwartkowo...

...oj pospał człowiek, pospał - jak po upojnej nocy. Pobudkę około godziny dziewiątej zafundowały mi szpaki, Połówka kuszącym głosem zaprosiła na śniadanko pełnych rarytasów z tutusinego ogrodu. Żyć nie umierać...

...to właśnie na tym drzewie żyje
szpacza rodzina...
...oto i oni...
...w czasie poobiednim, w drodze do domu, szalałem z aparatem na prawo i lewo. Nie przeszkadzał mi nawet padający deszcz...





...nie mogę upolować bażanta,
słychać go gdzieś w tym gąszczu...
...zajrzeliśmy jeszcze do znajomków...

...o tym iglaku pisałem tutaj
poszliśmy zobaczyć jak zmieniły się jej szyszki...
...jodła koreańska też nie próżnuje,
szyszki mają dziwny kolor od niebieskawego po szary...

 ...do domu wróciliśmy lekko przemoczeni. Niby parasol był, ale jak taki jeden wywijał nim i aparatem, to się wygląda jak się wygląda. Oj cierpliwa ta moja Połówka, chyba jeszcze mnie kocha, he he. Jednak ja nie mogłem długo posiedzieć w domu, coś mnie gnało na dwór do zdjęć, nie zrażały moich myśli nawet komary i inne robactwo, tfu...

...a na dworze istna Amazonka, duchota, wilgotność koło stu procent, powietrze jak wata i ja sapiąco-kroczący wśród zieleni, owadów i śpiewu ptaków. Pieprzony gosławicki David Attenborough (lubię gościa), a teraz już foto...











...widzicie pająka...










...zziajany, opuchnięty po komarzej akupunkturze idę wymoczyć nóżki i posiedzieć z Połówką, jej się też coś od życia należy. Jeszcze zapomni jak jej mężu wygląda...

...pozdrawiam...