31 maja 2013

...dotarło...

...a co? Zaraz się dowiecie...

...jakiś czas temu czerwona filiżanka urządziła u siebie rozdawajkę. Spodobało mi się parę rzeczy więc postanowiłem wziąć w niej udział, a że nie mam szczęścia w grach tylko w miłości, to do moich raczek wpadła rozdawajka pocieszenie...

...więc dziś, po kilku dniach niepewności (był strach co filiżanko, he he he) stawił się jegomość z trąbką na czole przed naszemi wrotami i wręczył Połówce wielce ukontentowany paczkę/list (niepotrzebne skreślić). Pewnie szedł w procesji i dlatego mu się zeszło...

...a zatem rozpoczynamy wielkie otwarcie...


...pierwsza w moje łapki wpadła saszetka firmy Ziaja - łagodzący krem z naturalnym olejkiem arganowym. Przeczytałem arachidowym i chciałem jeść, myślałem, że to masło orzechowe. Zdziwiłem się tylko, że nie w słoiku, przeczytałem jeszcze raz i w mózgownicy się rozjaśniło a do ciała...


...kolejny specjał spa do ciała, teraz już ostrożniej przeczytałem. Jednak gdy doszedłem do kremowego serum, to mi ślinka pociekła i myślę sobie teraz pewnie coś do szamania, bo przecież krem na maśle i nieważne, że na jakimś shea. Przecież trzeba poznawać obce kuchnie, nie. Do tego pomarańcze, imbir i cynamon, no powiedzcie sami pycha. Na ziemię sprowadził mnie sposób użycia, łeee to stopy będą miały dobrze, hmmm...


...ostatnia paczuszka wypchana, chyba jakieś zioło, imprezę się zrobi i spali towar. Kolejny zonk, toż to do kuchni zioła, przyprawy diabelska posypka. Można na grillu wykorzystać. Jak podsypiemy to łuna do nieba pójdzie. A to do mięsa, a ja myślałem, że zamiast węgla. Oj będzie diabelska impreza i komuś kopyta się spalą...


...a tak na poważnie dzięki filiżanko za paczuszkę, specyjały przydadzą się. Już powędrowały na półeczki w łazience i w kuchni, długo nie poleżą...

...pozdrawiamy...

30 maja 2013

...czwartkowo...

...oj pospał człowiek, pospał - jak po upojnej nocy. Pobudkę około godziny dziewiątej zafundowały mi szpaki, Połówka kuszącym głosem zaprosiła na śniadanko pełnych rarytasów z tutusinego ogrodu. Żyć nie umierać...

...to właśnie na tym drzewie żyje
szpacza rodzina...
...oto i oni...
...w czasie poobiednim, w drodze do domu, szalałem z aparatem na prawo i lewo. Nie przeszkadzał mi nawet padający deszcz...





...nie mogę upolować bażanta,
słychać go gdzieś w tym gąszczu...
...zajrzeliśmy jeszcze do znajomków...

...o tym iglaku pisałem tutaj
poszliśmy zobaczyć jak zmieniły się jej szyszki...
...jodła koreańska też nie próżnuje,
szyszki mają dziwny kolor od niebieskawego po szary...

 ...do domu wróciliśmy lekko przemoczeni. Niby parasol był, ale jak taki jeden wywijał nim i aparatem, to się wygląda jak się wygląda. Oj cierpliwa ta moja Połówka, chyba jeszcze mnie kocha, he he. Jednak ja nie mogłem długo posiedzieć w domu, coś mnie gnało na dwór do zdjęć, nie zrażały moich myśli nawet komary i inne robactwo, tfu...

...a na dworze istna Amazonka, duchota, wilgotność koło stu procent, powietrze jak wata i ja sapiąco-kroczący wśród zieleni, owadów i śpiewu ptaków. Pieprzony gosławicki David Attenborough (lubię gościa), a teraz już foto...











...widzicie pająka...










...zziajany, opuchnięty po komarzej akupunkturze idę wymoczyć nóżki i posiedzieć z Połówką, jej się też coś od życia należy. Jeszcze zapomni jak jej mężu wygląda...

...pozdrawiam...

29 maja 2013

...nygusek...

...będzie krótko, mój dzisiejszy stan najlepiej opisuje Wedel...


...no tak, brawo, mam lenia i nie wiem czy to wpływ pogody, czy pracy. W sumie myślę sobie, że to kumulacja jak w lotto tylko cieszyć się nie ma z czego i na szczęśliwy numerek nie będę oczekiwał. Boszzz numerek, o czym ja myślę!!! ^^
A tak już na serio, to myślę sobie, że to mały nawał w pracy mnie lekko powalił. Jakiś taki dziwny jestem i po tych dwudziestu dniach chorobowego chciałbym wszystko nadgonić, choć nie jest źle, i pokazać, że jednak jestem potrzeby. Tylko w sumie nie mam komu, bo i tak już niektórzy na mój temat wyrobili sobie opinię. Szkoda gadać...

...od wczoraj, kiedy to zasuwałem po Rodziciela, który zakończył sanatoryjne życie i zapragnął wrócić na łono rodziny, gonią mnie chmury, deszcze i burze. Normalnie jak w Krainie Deszczowców. Choćby dzisiaj. Od rana nie było źle, ale powrót to ucieczka prze deszczem, chociaż wcześniej świeciło słonko. Nawet polatałem trochę z moim aparacikiem na wierzchu...



...i kiedy opuściłem puchę i doczłapałem się do domiszcza, to ciemne czarne dziadostwo sunęło za mną...


...a po burzy znów świeci słonko i tak na zmianę burza- deszcz, deszcz-burza, a my jak te dwie małe torpedy wypadliśmy na małe zakupy (bo jutro wolne) i do Teściunia na chwilę...





...tu chwilkę postaliśmy przed domem. Teściuniu, starej daty człowiek, sprzątał przed domem, bo jutro procesja. Kiedy tak stałem, a teściu grabił (umie się człowiek w życiu ustawić), to zawitał do nas ktoś taki...


...zaraz zacząłem grzebać w torbach z zakupami i szukać czegoś do szamania. Teściuniu wskazał drogę do lodówki i zarzucił hasło kaszanka. Burek został nakarmiony, aż mu się oczka świeciły, a mi nóż w kieszeni się otwierał. Jakbym dorwał właściciela tego psa, to ręka, noga, mózg na ścianie. Serce mi się kroiło i gdybym miał inną sytuację, to burek już by miał dom, a tak to chociaż jeść dostał.  Kiedy pomagałem sprzątać, to nie opuszczał mnie na krok, a ja z ciężkim sercem tłumaczyłem, że nie mogę go wziąć, że może przyjść, to jeść dostanie. Wiem jestem nie lepszy od właściciela, ciężko mi...

...piesek postał jeszcze trochę, a później poszedł w swoją drogę. Mam cichą nadzieję, że jeszcze się zjawi. Niebo znowu się zachmurzyło, trzeba było szybko naginać z powrotem do siebie...


PS. ...i po co się dziwię, że jestem taki-owaki. Nawet koty zgłupiały. Prawie czerwiec, a one drą japy jak przy marcowaniu...

28 maja 2013

...p.i.e.s...

...obrabiając zdjęcia, z imprezy zorganizowanej dla dzieci, natrafiłem na fajny kadr prezentacji Marcina Pałasza, która tłumaczy znaczenie słowa pies...


...ile w tym prawdy...

27 maja 2013

...powrót...

...witajcie. Jak tam po weekendowe wstawanie? Słonko Was nie oślepia? He, he he. Ciężko było się ruszyć o szóstej rano, no niestety wolne w tym przypadku chorobowe, się skończyło i dopadła mnie szara rzeczywistość...

...w pracy jak to w pracy, część osób się cieszyła z mojego powrotu, część jakby mogła to siekiera w plecy. Jednak ja z uśmiechem na ustach, na przekór drugiej opcji, nie kazałem zamykać drzwi biura. Oj męczyło ich to, he he he, wredna małpa jestem...

...pracy miałem sporo, po dwudziestu dnia nieobecności trzeba było jakoś, to wszystko ogarnąć. Przyznam się bez bicia, na początku był lekki niepokój, ale jakoś poszło. Po kilku godzinach grzebania w komputerze, kiedy na pulpicie zacząłem widzieć tapetę nastąpiła druga fala danych. Było się cieszyć i szczerzyć ząbki...

...po pracy mały wypad do Rodzicielki, zajrzeć do ogrodu i obmyślić jutrzejszą trasę po Rodziciela. Kończy sanatoryjne życie i wraca na łono rodziny, Połówka szykuje dla niego zestaw startowy, bo z informacji w folderze sanatorium, ma wrócić jak młody Bóg, ale to temat na zaś...

...kończę dzisiejsze moje durne wywody. Za oknem znowu leje, a mi zaczyna się przypominać kręgosłup. Na koniec mam dla was kilka fotek z wczorajszego spaceru u Włocławskich i z dzisiejszego wypadu do ogrodu...



...spacer w lasku, Włocławek
dróżka do Wieńca...
...krwiobieg lasu...
...listek ładny,
a pod listkiem takie cóś...
...to chyba pieczarka zagościła
na ślesińskim ogrodzie...
...ostatnie owoce umierającej śliwki...
...i trawy...
...zafascynowany kroplą deszczu...
...spokojnej nocy...

PS1. ...przypominam o mojej relacji z miasteczka Ślesina: część 1, część 2...
PS2. ...dla pana z Włocławka, który utrudniał jazdę mi i innym uczestnikom ruchu mam wyrazy uznania...