28 lutego 2013

...dobre wiadomości...

...od wczoraj do mnie spływają. Ufff, była mała nerwówka, ale jest dobrze. Rodzicielka doniosła z samego rana, że jej wyniki są dobre i wychodzi ze szpitala (wiem, wiem nie pisałem o tym, ale o czym tu pisać, o cyklu badań). Wypłata wpłynęła i nie była za ostro okrojona moim chorowaniem...

...a dzisiaj kolejne dawka dobrego. Odwiedziny w ciuszkowie udały się. Bardzo cieszą mnie dwie rzeczy tam nabyte: kurtka i koszulka z przeznaczeniem do spania. Koszulka jest w moim ulubionym kolorze z fajna grafiką. Oto cały ja:



...zgłodniałem. Wspominałem może, że w lodóweczce jest kiełbaska i dorsz wędzony? Nie, to szkoda...

...to lecę pozbójnikować w kuchni...  

...spokojnej nocy...

27 lutego 2013

Wyróżnienie: wszechstronny blog...

...człowiek się nie spodziewał, a tu proszę wyróżnienie. 


Do wyróżnienia The Versatile Blogger nominowała mnie Gohaa. Dziękuję, a teraz zdradzam siedem szczegółów o sobie....

...po pierwsze: w klasie maturalnej nauczyłem się grac na klarnecie, cała nauka zajęła mi półtora miesiąca. Miała to być alternatywa, jakbym nie zdał matury i czekało mnie wojo. Chciałem się dostać do reprezentacyjnej. Maturę zdałem, studiowałem i przez sześć lat grałem w orkiestrze...

...po drugie: moim ulubionym kolorem jest kolor niebieski. Koszulki, kurtki, plecak i buty były tego koloru. Dopiero jak poznałem Połówkę kolorystyka moich ubrań się zmieniła. Gdzie diabeł nie może, tam... :))

...po trzecie: nienawidzę ścierać kurzu z mebli. Mogę myć podłogę, pastować, z diabłem walczyć tylko nie kurz...

...po czwarte: jestem fanem kiełbasy, dla mnie dzień bez kiełbasy to dzień stracony. Pomyślcie sobie jakie katusze przeżywam w okresie postu...

...po piąte: moja ulubiona książka to Dzieci z Bullerbyn. Przeczytałem ją z trzydzieści razy. Obecnie poszukuję starego wydania z żółtą okładką...

...po szóste: uwielbiam oglądać ptaki w czasie lotu, zachwyca mnie przyroda. Mógłbym żyć z dala od ludzi w głuszy. Tylko ja i natura... ...i internet... :))

...po siódme: uwielbiam opowiadać dowcipy. Mój osobisty rekord, to przeszło trzy godziny sypania kawałami. W końcu wiarę już tak bolały brzuchy od śmiechu, że kazali mi się zamknąć... :))

...jeszcze tylko sprawdzę czy zrobiłem wszystko jak trzeba: 
  • podziękować za wyróźnienie - jest
  • ujawnić siedem faktów os sobie - jest

...a teraz moje nominacje:
...miłego wieczoru...

26 lutego 2013

...zaskoczył mnie...

...i znowu nie mogę usnąć o normalnej porze. Latam po całym łóżku, chyba to chroniczny zanik pracy w organizmie...

...jako że nie mogę przyciąć komara, to opowiem wam historię z cyklu: jak to mnie Rodzicel zaskoczył...

...jakiś czas temu zapisał się mój Rodzicel na kurs komputerowy dla seniorów. Myślałem, że jest to kolejne spotkanie z cyklu: kawka-herbatka-pierdoły. Jednak dzisiaj Rodzicel mnie zaskoczył swoją wiedzą o edytorze tekstów. Na człowieka, który od komputera bronił się rękoma i nogami, który twierdził że komputery to najgorsze cholerstwo i tak dalej i tak dalej, to nieźle sobie radzi. Umie formatować tekst, zapisywać i otwierać dokumenty, w miarę szybko pisze. Wiem, że nie ma się czym ekscytować, ale Rodziciel, do niedawna, był komputerowym analfabetą. A teraz kurs komputerowy, dwa razy w tygodniu basen, chór, wycieczki...

...mam tylko cichą nadzieję, że na żaden kurs skoków z bungee lub małego sapera się nie zapisze... 

...wtorkowe dzień dobry...

...witajcie,
jak minęła Wam noc? Niestety nie mogę zapisać jej do najlepszych, a spokojny sen dopadł mnie dopiero nad ranem. Nie wiem czy to myśl, że za parę dni pójdę do pracy, czy wypieczony stek o wadze kilogram z kiszonymi ogórkami i nutellą zjedzony wieczorem (żart) tak wpłynął na mnie iż noc miałem przewalaną...

...obiecałem Wam w sobotę wirtualna ucztę z sernikiem w tle. No nie udało się, mea culpa, przyznaję się bez bicia. Chyba dopadł mnie kolega Al Zheimer i zapomniałem... :(( Jednak udało mi się jakoś uratować parę kawałków na dzisiaj i oto proszę:


...powiało u nas w domu wiosną. Połówka stworzyła taką oto kompozycję. Kompozycja pełna wspomnień: muszle z Włoch, kamienie zbierane na wydmach w Łebie. Hiacynt, lubię tą cebulę za piękne kwiaty, ale jej zapach nie kojarzy mi się miło, więc jest mały kompromis kwiatek jak żywy...


...kiedyś oglądałem kawałek filmu o chłopcu, który słyszał muzykę i dzisiaj udało mi się znaleźć go w sieci, o dziwo nie na jutjubie, tu tylko zapowiedź:


...a cały film można obejrzeć TUTAJ, jednak chyba trzeba płacić za oglądanie więc czeka mnie wycieczka do wypożyczalni... :((

...miłego dnia... 

25 lutego 2013

...poniedziałkowo...

...dzisiejszy łejkap piąta piędziesiąt, to jakiś hardkor. Znowu się dostało biednemu budzkowi. Muszę się zacząć kontrolować, bo po kolejnej opiórce gotów mnie podać do sądu...

...mniejsza o budzik, trzeba zagęścić ruchy bo w kolejkę do rejestracji już czas...

...zameldowałem się przed przychodnią niczym Julek Cezar: przybyłem, zobaczyłem i zająłem miejsce w ogonku. Zwyciężać nie było czego...

...stoję, liczę osoby przede mną, wychodzi że jestem trzynasty. Cholera przesądny nie jestem, ale ta trzynastka. Grupka z boku deklaruje się do laboratorium, więc liczę jeszcze raz. Wychodzi mi, że dziesiąty. O to się lepiej kojarzy...

...w końcu otwierają się wrota. Ludzie, o dziwo, idą spokojnie. Wszystko odbywa się w ciszy, bez przepychanek, aż nienaturalnie. Z nudów ponownie liczę osoby w kolejce i wychodzi czternaście. Kurcze jakiś Copperfield, czy co? 

...po piętnastu minutach melduję się przed obliczem imć pana Rejestratora. Wypisz wymaluj Lord Vader, w oczach skaner eWUŚ...

...uff już po wszystkim... 

Przede mną kolejny tydzień na el cztery. Połówka obłożona antybiotykiem. 

...a w pracy tęsknią... 

...jeszcze trochę i...

...będzie wiosna!!! A w oczekiwaniu na Zieloną Pannę, coś, ku pokrzepieniu serc i dusz osób złaknionych słońca i ciepła...


24 lutego 2013

...bleee...

...spotkanie udało się, towarzystwo przybyło, oświeciło nas wiadomościami ze świata, uff fajnie było, potrzebowałem takiej odskoczni...

...teraz, razem z Połówką, okupujemy sofę i mamy totalny spad. Czytamy, oglądamy filmy i kaszlemy na zmianę. Tak, mnie również dopadło wirusisko. Normalnie jak nie urok, to wiadomo co. Jutro znowu lekarz. Masakra...

...kolejny pech, to jakieś czary mary z telefonem. Zjadło mi kasę z konta, a wszystko przez Internet. Dzwoniłem do biura obsługi, ale oczywiście twierdzą, że pakiet mi wygasł. Tylko jak mógł mi się skończyć kiedy powinien być aktywny do ósmego marca. Był i znikł, co nóżek dostał? Mam ich gdzieś, jeszcze czternaście miesięcy i powiem im arrivederci...  

...a teraz idę w kimono, jutro łejkap wcześnie rano i marsz w kolejkę do rejestracji. Brutalna rzeczywistość...

...spokojnej nocy... 

23 lutego 2013

...kilka spraw...

...witajcie, w ten piękny słoneczny dzionek. Na dworze temperatura 24 st. Celsjusza, delikatny wiaterek. Zalecane są okulary przeciwsłoneczne, okrycie głowy, balsam z filtrem minimum numer trzydzieści...

... człowiek się rozmarzył, bo na dworze wiatr hula i znów sypie z nieba, to białe g.... (jak to pięknie określiła Jolanda z Mazurskiej Krainy)... 

...po wczorajszym bezmózgowiu nie ma ani śladu. 3xl-ek postawiony w najwyższy stopień gotowości, wszędzie wyją syreny, błyskają światła i słychać krzyki code red!!! code red!!! (chyba trochę za dużo amerykańskich filmów się naoglądałem). Paniki nie ma, ale Połówka się rozchorowała. Jakieś paskudne wirusisko ją dopadło, a jutro mamy pilnych gości i 3xl-ek zapiernicza jakby w dupce miał motorek... :))
Wspólnie posprzątaliśmy pokoje, to w piątek. Dzisiaj samotne zakupy w moim wykonaniu, łazienka błyszczy, kuchnia przy współpracy z Połówką lśni, jeszcze tylko placek (sernik) i laba do jutra... :)) Połówka będzie nadzorować moje zmagania z przepisem... 

...godz. 15:59 - przerwa na pieczenie ciasta...

...zegar w kompie pokazuje 16:52, placek już w paszczy piekarnika. Połówka z poziomu łóżka nadzoruje wypiek. Jest to bardzo specyficzny przepis, w masie serowej są same białka (16-18 białek !!!) i dobrze, bo po faworkach i cieście drożdżowym trochę ich zamroziliśmy. Przepis znalazła Połówka tutaj... Dzięki wszystkim dobrym duchom skończyło się pieczenie białkowca... ;))

...wczoraj Mironq na swoim blogu poruszył, bardzo ważny temat dotyczący znikania ze stron ministerstw godła RP. Kiedy zaczynałem pisać na blogu, zastrzegłem sam przed sobą, że nie będę poruszał kwestii dotyczących polityki. Jednak w tym przypadku mnie potelepało. W jakim kierunku, to wszystko zmierza??? Dlatego robię jedno małe odstępstwo od zasady i na swoim blogu umieszczam taką oto grafikę, bo nie wstydzę się orzełka!!!  


...a wy jak uważacie??? Jeśli ktoś ma ochotę może grafikę umieścić u siebie...

...teraz z innej beczki. Znacie może anabell??? Ja nieskromnie mówiąc mam ten zaszczyt ją znać, ba Połówka posiada, zrobiony przez Anabell, lariat. Jednak dzisiaj padłem na kolana kiedy ujrzałem jej prace. Chylę czoła, zobaczcie sami... 

...i tym sposobem dotarliśmy do końca. Placek upieczony, stygnie w piekarniku. Jeśli jutro mi się uda, to poczęstuję was wirtualnie. Do usłyszenia, łikendujcie... :))

PS1. ...nie interesuje mnie polityka i proszę o nie wypisywanie, że jestem pisowies, peowiec czy inny Palikot. Czułem po prostu taką potrzebę...

PS2. ...plakat/banner "Nie wstydzę się ORZEŁKA!!!" stworzyłem z grafiki dostępnej w sieci...

22 lutego 2013

...cisza...

...zero pomysłu na dzisiaj, w głowie pustka, lepiej nie krzyczeć bo echo może zabić... :) 

...mózg ma dzisiaj wakacje, weekenduje...

...jestem po pierwszym odcinku serialu o Annie German i... czekam na więcej...

...teraz króluje Batman, pełen luzik...

...weekend...

21 lutego 2013

...dokarmianie ptaków...

...nad naszym osiedlem szalała nie tylko śnieżyca, ale również ptaki. Całe ich gromady krążyły wysoko nad koroną drzew i dachami bloków.


...po chwili, między blokami przeleciały mewy, całe stada mew, patrzyliśmy z zaciekawieniem jak z mistrzowska gracją omijały budynki i drzewa. Na parapecie leżał pokruszony chleb, na który  z wrzaskiem się rzuciły, a ja z ukrycia strzelałem foto...


...dopiero później w necie znalazłem informację, że pieczywo które my spożywamy jest niebezpieczne dla ptaków. Chleb podawany w nadmiarze powoduje ciężka chorobę kwasicę... 

Więc aby nie zaszkodzić, najlepiej stosować się do kilku prostych metod:
  • pokarm dla ptaków musi być świeży i pochodzić z pewnego źródła,
  • małe ptaki, takie jak wróblowe, najlepiej karmić ziarnami słonecznika (słonecznik pastewny) i zbóż,
  • drozdy karmimy jabłkami lub owocami jarzębiny,
  • kaczki i łabędzie karmimy warzywami gotowanymi bez soli np. marchew lub ziemniaki,
  • sikory, dzięcioły oraz mewy można karmić słoniną (niewędzoną i niesoloną)
  • mewy dodatkowo można karmić kawałkami świeżej ryby,
...dokładniejszy opis pokarmu dla ptaków znajduje się T UT A J...

...o ludziach, szpitalu i zimie...

...nigdy nie wiem jak zacząć pisać, ot taki mój mały wewnętrzny błąd systemowy. Natłok myśli, pomysł za pomysłem i nic, zero, totalny ERROR... choć temat mało wdzięczny, bo o ludziach, to czuję potrzebę napisania o tym. Dobra zaczynam...

...jako, że znalazłem się na życiowym zakręcie, choroba i kilka jeszcze innych spraw, bardzo dużo gdybam i filozofuje na temat swojego życia, ludzi i otoczenia...

...weźmy na przykład wczoraj. Przyszła do mnie sąsiadka, mieszkająca obok w bloku, z prośbą "czy bym jej laptopa nie sprawdził, bo nie chce się włączyć". Usiedliśmy w pokoiku,komputer sprawdziłem (zero licencji, brak kopii systemu na dysku lub płytach, zero jakiejkolwiek dokumentacji) i wydałem wyrok: do serwisu z nim trzeba jechać... Babeczka popatrzyła się tak jakoś dziwnie na mnie i sobie poszła, a mi pozostał niesmak z tego spotkania. Chociaż wcześniej proponowałem jej pomoc przy zakupie sprzętu i konfiguracji. Jednak ten typ tak ma. Przecież on wie najlepiej, a gdy coś się stanie, to pretensje do całego świata.

...drugi typ to "czekaj na telefon ode mnie"... więc czekam i nie wiem na czym stoję. A wystarczyło powiedzieć, że się sprawy nie da załatwić i nie mydlić oczu obietnicami. Najgorsze w tym jest to, że taki osobnik nie umie przyznać się do porażki i odrzuca moje połączenia kiedy dzwonię do niego... 

...trzeci typ ludzi, to kierowcy i to tacy pisani przez duże K. Królowie, carowie, bogowie szos, dla nich nie liczą się przepisy, inni uczestnicy ruchu, warunki pogodowe. Przecież oni są najlepsi, mają najlepsze auta i najlepiej znają się na kodeksie o ruchu drogowym, a klakson to ich najlepszy kolega. 

...i to tylko ostatnie parę dni, a tylu różnych ludzi spotkałem... 

...teraz z innej beczki, będzie pogodowo. Śnieg sypie, paraliż w mieście i pełno K-ierowców. Bilans mojej dzisiejszej podróży do dermatologa i apteki to: dwa piruety samochodem na rondzie, opiernicz klaksonem od K-ierowcy bo za wolno wjeżdżam na rondo a jemu się spieszy, podróż maksymalnie 30km/h bo ślisko i drogowców zero, i na koniec mały efektowny poślizg przy zjeździe z głównej drogi. Jednak ja cały, autko też, majtki pełne strachu... :P 

...i tym miłym akcentem kończę... 

PS. Pantero teraz cię rozumiem kiedy pisałaś jak to wracałaś autem z pracy do domu, a na drodze była szklanka... :)

19 lutego 2013

...białe szaleństwo...

...aż przecierałem rano oczy i nie wiedziałem co się dzieje, rozmazany bezokularowy świat, to była jedna wielka biała plama. Prawie wpadłem panikę, że jednak mam jakiś odlot po prochach. Całą sytuację uratowała Połówka, która ucięła krótko śniegu napadało... Ufff... jednak czerwonego smoka, a w tym przypadku białych plam, nie będzie... :P

...podczas śniadania dowiedziałem się jeszcze, że około godziny czwartej nad ranem wiało i sypało na całego, świata nie było widać... pewnie znowu ją obudziło moje chrapanie, to widziała... :D

...siedzę w domu, łykam prochy i mam dzień dresowy (Gohaa ma dzień piżmaka), no co gorszy nie będę... :)) ...jak laba, to laba i wyglądanie przez okno na białe szaleństwo...





...niby śnieg przykrył cały brud i szarość dnia, jednak zrobiło się zimno, osiedle wymarło, zero jakiegokolwiek ruchu. Cisza zabija w człowieku chcenie czegokolwiek... brrrrrrrr... 

...a wystarczyło spojrzeć tylko na parapet i zapuścić żurawia w doniczki, od razu cieplej, od razu inaczej... 


...nadzieja umiera ostatnia, oby do wiosny...




18 lutego 2013

...poniedziałkowo...

...weekend znów skończył się za szybko i mam lekki niedosyt słońca i spacerów...

Hit dnia. Komentarz Małej Panny Mi nad nocniczkiem:  ...o trotodyl ... może nie wnikajmy w szczegóły... :)) 

...późnym popołudniem czekał mnie wyjazd do apteki po kolejną dawkę prochów, aż w drugi koniec miasta. Bardzo zaskoczona była farmaceutka dawkami leków, ale co zrobić jak kręgosłup napierdziela. Przy płaceniu poprosiłem o sole trzeźwiące bo kwota mnie powaliła...

...teraz dopiero uświadomiłem sobie, że jako kierowca jestem uziemiony. Wystarczy jakaś kontrola drogowa, nadgorliwy policjant, i wyjdzie że jeżdżę naćpany... dobrze, że mam szofera... :))


...na koniec, choć powinno to być na początku, chciałbym wszystkim podziękować za glosy oddane na moją Różę wykonaną w programie Silk... dzięki... jeśli dobrze policzyłem, to zająłem czwarte miejsce... :))

...teraz już naprawdę kończę, prochy zaczęły działać i ten czerwony smok w rogu pokoju nie wygląda na spokojnego... 

17 lutego 2013

...dzień kota...

...witam wszystkie kociaki, kotki, koty, kocio-lubnych, kocio-zakręconych i inne koto-coś-tam-coś-tam... 

...dla kociaków mam miskę z pysznościami, masaż brzuszka i inne delicje, a dla właścicieli filmiki...

...zapraszam...










MIAAAAAAAAAAAAAAAUUUUUUUUUUUUUUU.....

Więcej przygód możecie obejrzeć tutaj...

16 lutego 2013

...mała awantura czternastego...

...jak już wam pisałem jest taki dzień kiedy jestem tylko dla Połówki...  i to się zgadza, jedna sam poranek zaczął się od awantury, spowodowanej przez kilka panienek, ...dla nie było to dziwne, choć spotkałem się już z tym wcześniej, i mogę to opisać jednym zdaniem"  ...tak to jest, kiedy kilka panienek chce to samo... 

...ale po kolei...
...około godziny jedenastej udaliśmy się na spacer. Klimat tego dnia czuć było w powietrzu, nawet kogut udał się na małe tete tete z taką jedną kokoszką...


...nie będziemy im przeszkadzać, ani wnikać w to co będą robić. Zastanawia mnie tylko jedno. Czy ten kogut chodzi z tą kura na serio? Czy tylko dla jaj? Ciężko wyczuć... jednak my zmierzamy dalej do parku...

...zima wszędzie, biało wszędzie, drzewa czernieją pobielone śniegiem...


...ale wśród korony drzew świergotały ptaki... WIOSNA!!! Panie Sierżancie... :))



...zaświergoleni udaliśmy się dalej, aby po chwili ujrzeć taką oto zamgloną panoramę, oj ten mój aparacik...


...nie zdążyliśmy nacieszyć oczu widokiem, kiedy pojawiła się pierwsza panienka...


 ...a po nie następna i następna, i następna, i zaczęło się...








...oj potrzebny był mi ten powrót do przeszłości, bo w domu, to tak jak zawsze w sobotę - sprzątanie...

...miłego weekendu...

PS. U Anki.Wrocławianki można już oglądać Pierwszą Blogową Wystawę Prac Silk. Ania zrobiła małe głosowanie, więc proszę głosujcie na moją Różę... Dzięki...

15 lutego 2013

...a dzisiaj...

...kolejny dzień razem. Jedyny plus w chorowaniu, to możliwość dłuższego cieszenia się sobą i wspólne spacery. W sumie te spacery, to takie dwa w jednym: ruch i zdrowie. 

Dzisiaj przekonałem się jaki ten świat mały. Na mojego bloga trafiła dziewczyna z mojej okolicy "Szprycha"... miłe to...

Jutro otwarta zostanie Pierwsza Blogowa Wystawa Prac Silk zorganizowana przez Ankę.Wrocławiankę. Zapraszam...

...miłego weekeendu...

14 lutego 2013

...jest taki dzień...

...kiedy jestem tylko dla Połówki... :))


13 lutego 2013

...silk, zima, zakwasy i remanent...

...witajcie...
...i znowu nas zasypało, śniegu napadało przeszło dziesięć centymetrów... 
...biało...

...ale za nim przejdziemy do zimy i śniegu chcę was poinformować o zabawie, a zarazem wystawie prac, jaką organizuje Anka.Wrocławianka. Nasza dobra duszyczka od kotów. Ania zaproponowała świetną zabawę - o wszystkim można przeczytać klikając w banerek po prawej "SILKojada". :))
Sam pobawiłem się trochę programem i oto co mi udało się wydziergać, a raczej "wymyszać" myszką komputerową...

...elf...
...kosmita...
...róża...
...mgły...
...kwiaty...
...techno...
...na koniec dodam tylko, że jest to bardzo czasożerna aplikacja... :))

...na początku wspominałem iż zasypało nas śniegiem, dla porównania mam foto parku wczoraj i dziś...


...cała okolicę pokrył nowy, śnieżnobiały puch i tylko piaskarki psuja urok zimy...



... spacer w takiej scenerii, wśród drzew, ptaków, coś pięknego. Balsam dla duszy i ciała, człowiek szedł, pożerał widoki, zasłuchiwał się w świergoty ptaków i nie czuł zmęczenia. Dopiero w domu kiedy klapło się na czterech literach i posiedziało chwilkę, to człowiek poczuł w nogach dzisiejsze harce na śniegu - z.a.k.w.a.s.y... :P

...na koniec muszę wam donieść, że blog coś się na mnie wypiął lub jestem mało rozgarnięty i nie mogłem dać sobie rady z blogami obserwowanymi. W skrócie był potrzebny mały remanent, ale już wszystko śmiga i buczy...

...a teraz już spadam ludziska kochane i idę poleżeć we wannie z książką... ^^

12 lutego 2013

...ptaki i maraton...

...witajcie...
...dziś nie będę was zamęczał recenzjami przeczytanych książek, bo krytyk literacki ze mnie marny. Dziś pomęczę Was zdjęciami ze spaceru jaki odbyła nasza trójca: Połówka, Mała Panna Mi i ja 3xl-elek. Na cel dzisiejszej wyprawy wybraliśmy ponownie jezioro Gosławskie, z pięknym widokiem na elektrownię w Pątnowie, i ptactwo tam zgromadzone... Ucztę czas zacząć, yyyy... dokarmianie... :))
Jeśli macie ochotę wędrujcie razem z nami...

...na miły początek spaceru przywitała nas kawka (??), siedząca na drzewie przed naszym blokiem...


...później okrążyliśmy kilka zabudowań i już wkraczaliśmy do "parku"...


...jeszcze chwila, już prawie i wychodzimy na wał przy jeziorze Gosławskim, w centrum grupka łysek...


...po chwili pokazały się również mewy...


...które bardzo szybko odgoniły łyski i inne ptactwo od chleba, a jakiego wrzasku narobiły...


... rejwach zrobił się taki, o pstrykaniu można było pomarzyć, więc jest filmik...


video

video

...w drodze powrotnej spotkaliśmy jeszcze srokę i kaczki krzyżówki, jednak z winy słabego aparatu foto poszło się bujać, na osłodę są muszle...


...spacer spacerem, ale w domiszczu czekał nas jeszcze maraton z żelazkiem w tle, ufff...

...padliśmy...

PS. W filmikach brak dźwięku, coś z kodekami, ale nie mogę dojść co...

11 lutego 2013

Katarzyna Grochola: Houston mamy problem

...hmmm.... ciężko, mi mężczyźnie, zmierzyć się z recenzją najnowszej książki Kasi Grocholi... Zazwyczaj, owa pisarka, kojarzona jest z literaturą kobiecą, lecz nie tym razem... Bohaterem jej powieści zostaje, o zgrozo, mężczyzna!!! Jeremiasz, trzydziesto-dwulatek, który o kobietach wie wszystko, którego świat kręci się wśród kobiet: matki, sąsiadek, klientek, przyjaciół płci żeńskiej, zygoty...

Powieść z humorem porusza odwieczny podział płci na kobiety z Wenus i mężczyzn z Marsa oraz wplata włoski charakter matki. Bohater książki w zabawny sposób ukazuje różnice pomiędzy płcią piękną i tą mniej przystojną pachnącą piwem i myślącą tylko o seksie... Sam Jeremiasz jest po burzliwym rozstaniu z dziewczyną, nie ma stałej pracy, choć jest zdolnym operatorem i kocha ptaki... 

Rozdziały w książce, to miniserial z życia bohatera, który jednak nie może zapomnieć o swojej byłej dziewczynie, próbuje ale mu się nie udaje, kojarzy ją z różnymi sytuacjami w życiu, wspomina wspólne wyjazdy i kocha, choć tutaj sza... gdyż do tego trzeba dojrzeć... a czy ktoś widział dojrzałego faceta??? Przecież facet, to takie dorosłe dziecko...

Z czystym sumieniem powieść nie tylko dla kobiet, ale również dla nas zimnych drani....



10 lutego 2013

Dorota Sumińska:
Autobiografia na czterech łapach,
Dalej na czterech łapach

...zabierałem się do tego jak ta przysłowiowa sójka, zawsze było jakieś coś. Jednak w końcu dojrzałem (czyt. nabrało mocy sprawczej) i mogę się z wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat autobiografii na czterech łapach.

Do zainteresowania się ową pozycją książkową nakłoniła mnie recenzja Zakurzonej, gdzie rekomendowała drugą część autobiografii czyli Dalej na czterech łapach. Pomyślałem kurcze w tym coś musi być, kobietkę skądś pamiętam normalnie tabula rasa. Jednak to była druga część autobiografii , a że jestem człowiek dziwny i lubię wszystko robić po kolei, to zacząłem szukać pierwszej części. Na księgarnie nie ma co liczyć, nawet jak bym chciał kupić to cena byłaby grobowa. Pozostały więc biblioteki, tu również było ciężko, jednak po czterech godzinach pierwsza część, wylądowała w moich rączkach.

Autobiografia na czterech łapach czyli historia jednej rodziny oraz psów, kotów, koni, jeży, żółwi, węży...i ich krewnych, bo tak brzmi pełen tytuł, wciągnęła mnie. Próbowałem sobie jakoś porcjować rozdziały i delektować się nią, ale było ciężko. 

Saga rodzinna autorki rozpoczyna się na Wołyniu od historii pradziadka, który zakochał się, po czym porwał a następnie poślubił  piękna Tatarkę. Co najbardziej mnie zdziwiło i urzekło to losy ludzi przeplatające się na równi z losami zwierząt oraz wspomnianych w tytule kotów, psów, jeży, węży i krowy.
Poznajemy losy rodziny Doroty Sumińskiej i kolejnych przyjaciół-zwierząt. Bardzo poruszył mnie świat peerelowskiej tuczarni oraz naszyjnik ze żmiji. Historia napisana prostym językiem z dużą dawką humoru i bez udawania. 

 Kolejny tom sagi pod tytułem dalej na czterech łapach trafił do mnie po nowym roku. Już nie wydzielałem sobie rozdziałów tylko czytałem: na kanapie, w wannie i w kilku jeszcze innych przybytkach (tam gdzie król chodził piechotą :)). Ta część autobiografii można podzielić na dwa światy: dom i azyl dla zwierząt oraz Indonezję, do której autorka często wraca w swoich podróżach z przyjaciółmi i rodziną. Powiem szczerze część "azylu pod lasem" czytało mi się bardzo dobrze natomiast część podróżnicza wymagała ode mnie więcej uwagi i choć było to wszystko napisane prostym językiem z wieloma ciekawymi informacjami, to męczyłem się trochę... może dlatego, że ja dziwny człowiek jestem... :))
Książka wywarła na mnie duże wrażenie, odcisnęła w mojej duszy buddyjskie podejście do świata, ludzi i zwierząt. Otworzyła mi oczy na cierpienie jakie zadaje człowiek braciom mniejszym. Człowiek, to nie brzmiało już dumnie, wstydziłem się swojej rasy. Dowodem na to niech będzie mój sen o resocjalizacji...
Summa summarum książka napisana z miłością do psa, ludzi i świata... polecam wszystkim...

9 lutego 2013

...sobotnie pitu pitu...

Sobota czyli zakupy, sprzątanie i gotowanie... a pranie jeszcze... 
...w końcu spokój, uroczyste el-be, i szykowanie do kąpieli z książką... 
...a dla was rozmowy Z Małą Panną Mi: 

...przy otwieraniu Kinder-niespodzianki: wuja masz dwa jajki??? 

...cytuje książkę Grocholi: kujciak, kujciak, ryś... wuja kurcze miś, kończy Mała Panna Mi...

Mała Panna Mi leczy mnie, syrop za syropem. 
Nie chcę już syropku, wuja jest na haju...
ha ła ju??? - pyta zdziwiona 

Mama, woda zmarzła i pokazuje zdjęcie z zamarzniętym stawem... 

8 lutego 2013

...spraw kilka...

...nie chciałem burzyć czwartkowego dnia, ale dzisiaj mogę wam opisać moja wczorajszą wizytę u lekarza. Kręgosłup boli już może trochę mniej, jednak o powrocie do pracy mogę pomarzyć. Podczas spotkania z Panoramiksem, aż parskałem śmiechem kiedy usłyszałem ile to jeszcze najlepiej pobyć na zwolnieniu. Spojrzał się na mnie dziwnie, ja natomiast skwitowałem cała sytuację zapytaniem: Czy moje przebywanie do końca lutego w domu i łykanie prochów postawi mnie na nogi??? Dodał tylko, że jak nie chcę, to nie muszę być na zwolnieniu. Na prośbę o skierowanie na rehabilitację skrzywił się tak jakoś, przy próbie wywalczenia skierowania na zajęcia na basenie twierdził iż terminy są długie i zanim się dostanę, to mi już przejdzie. Jednak się uparłem i dostałem skierowanie na rehabilitację... dopiero po wyjściu skapnąłem się, że dostałem zwykłe skierowanie i o basenie nie ma ani słowa... :((

...kolejna bomba wybuchła dzisiaj w sklepie, aż mnie telepło. Poszło o ceny, dokładniej o różnicę między cenami na pólkach a tymi z wydruku na kasie. Zwróciłem obsłudze uwagę i zaczęło się, latanie po sklepie i robienie ze mnie idioty. Oj nie lubię takiego traktowania. Kulturalnie, o dziwo, wywaliłem wszystko co mam na wątrobie: o oszukiwaniu ludzi, o sprzedaży rzeczy przeterminowanych jako promocyjnych, bałaganie cenowym na półkach (jedna cena na kilka artykułów o różnej wadze), itd. Wiecie nie chodzi mi tu o te parę groszy, ale nie lubię być robiony w bambuko. Dodatkowo nasze osiedle jest w większości 60-70plus więc oszukują staruszków. Tak byłem nabuzowany, że zapowiedziałem im kontrolę z sanepidu, inspekcji handlowej i kogo się tylko da....
Dopiero w domu trochę ochłonąłem i stwierdziłem, że po d*pie to dostanie pracownik, a nie właściciel,  który zmusza do stosowania takich praktyk. I weź bądź tu mądry...

Z przyjemniejszych rzeczy. Odbyliśmy dzisiaj wycieczkę z Małą Panną Mi w kierunku Komarowa. Mała chłonęła trasę, zachwycała się, kiwała główką. Achy i ochy, pełen relaks. Hit dnia: woda zmarzła (czyt. woda zamarzła)...

 





PS. ...kto się wczoraj przejadł pączkami, ręka do góry???

7 lutego 2013

...chrustowo...

...a w kuchni się działo...
Jedną z moich ulubionych tłusto-czwartkowych delicji, są chrusty. Jeszcze z lat szczenięcych pamiętam jak babcia robiła je z ciasta drożdżowego (??) wtedy byłe one duże i grube. Dopiero później, dzięki Połówce, poznałem chrusty cienkie i kruche... i moje podniebienie oszalało... :))
Przepis jest fajny prosty, a finał pyszny... :))

s k ł a d n i k i:

  • 40 dkg mąki (dwie szklanki) ...przy ważeniu lepiej sprawdzić w jakich jednostkach mierzy waga, aż się zdziwiłem kiedy wsypałem prawie kilo mąki, a waga pokazywała jakieś durne 479 czegoś tam...
  • 7 żółtek
  • pół szklanki śmietany gęstej (kwaśna)
  • kieliszek spirytusu lub 2 łyżki octu ...ja tam wole spirytus ^^
  • szczypta soli
  • tłuszcz do smażenia
  • cukier puder do posypania
w y k o n a n i e:

  • w mące zrobić dołek i wlać do niego masę powstałą z ubicia śmietany, żółtek i osolić
  • zagnieść i wyrabiać, aż będzie jak gąbka
  • następnie wybijać wałkiem przez kilka minut ...moja ulubiona czynność, ile człowiek serca wkłada, w to bicie, i wyżywa się za wszystkie czasy... :))
    ...im ciasto dostanie większe lanie, tym efekt końcowy lepszy :))
  • zostawić na kwadrans przykryte ściereczką
  • rozwałkować ciasto i tworzyć faworki
  • smażyć, osączyć, posypywać
...a oto fotorelacja:


PS. ...nadal jestem na zwolnieniu (do 18-ego), dobre jest to, że mogę chodzić więc jeśli pogoda dopisze, to będą spacery... 

PS. PS. ...bym zapomniał SMACZNEGO!!!

6 lutego 2013

...black and white...

...i było się tak cieszyć, zachwycać, achy i ochy urządzać, bo wiosna... zapomniał człowiek, że to kobieta i humory swoje ma o zmianie nastroju nie wspomnę. A zaczęło się tak pięknie słoneczkiem i wrzaskiem ptaków... Człowiek wyszedł pozachwycał się... przyrodą, że się nadziera... aurą, że jak na luty to łaskawa... napstrykał kilka fotek... zachwycił się w jak pięknej okolicy mieszka... kościół zabytkowy... stara gorzelnia ^^...  jemioła na drzewach... nawet "transformator" zionął historią... sielanka...

 



...wszystko co piękne szybko się kończy i już po chwili niebo zaczęło ciemnieć, a człowieczek wrzucił piaty bieg i spierniczał aż się kurzyło... bo jak się kobieta wkurzy, to nie ma zmiłuj... i tylko z okna, schowany za kaloryfer, pstryknął zimową zawieruchę - kobiecy foch ot co...


...rację miał Jerzy Połomski śpiewając "...bo z dziewczynami... oj nie wiesz nie"...


...jest biało, to teraz będzie o czarnym... Polówka "Sokole Oko" wypatrzyła kominiarza. Gościa pierwszy raz na oczy widziała, zawsze chodzi inny. I wiecie z czym przyszedł??? Łaził od drzwi do drzwi i niby spóźnione życzenia składał i co łaska za kawal tektury, zwany przez onego kalendarzem, prosił...  

Jedna sąsiadka się dała nabrać, druga też, my byliśmy następni... ale nie zemną te numery Bruner... drzwi zamknęliśmy, Judasz w pozycji na ON i obserwujemy gościa... ile to dzwonka natruł, prawie biedak ochrypł, później zaczął walić w drzwi... a takiego wała, że ci otworzę... postał jeszcze chwilę i poszedł naciągacz jeden...

...i tu pomyślicie sobie, że sknera jestem... a guzik prawda... ja wiem jak chłopaki wyglądają, co przychodzą sprawdzać kuchnię i wentylację, takiemu to jeszcze bym flaszeczkę postawił, bo przyjdą kurturalnie, wszystko sprawdzą, dokumencik okażą, a nie taki się wyrywa w lutym z życzeniami noworocznymi...

PS. Grocholę wykończyłem... będzie o tym... jak się wyrobię z Sumińską. Obiecuję od jutra siadam i piszę... a teraz zmykam do kuchni, ale o tym jutro... :))