31 stycznia 2013

...nareszcie mogę powiedzieć ci...

...żegnaj, adios, sayonara. Płakać po tobie nie będę, robią to debetowe konto i chudy portfel. Co roku styczeń wygląda tak samo... finansowa Sahara i oczekiwanie, jak na zbawienie, wpływu na konto...

...w końcu jest, kasa na końcie... :)

30 stycznia 2013

...pośniegowe niespodzianki...

Dzięki waszemu wsparciu i ciepłym słowom udało mi się dzisiaj zwlec z łóżka. Mus było jechać do centrum, kupić leki, zawieść L4. Ostatnią czynność wolałem wykonać osobiście i darować sobie przygody jakie spotkały mnie z poprzednim zwolnieniem (o czym pisałem tutaj).

Po wciąż trwających roztopach droga do miasta to istny slalom. Sam już nie wiem, cieszyć się czy płakać ze znikającego śniegu. Chociaż jak był, to dziur w nawierzchni nie było widać, a tak to nie wiem czy jadę do miasta czy już na odkrywkę dojechałem  - takie to są dziury. Większość  kierowców przesiadła się do autobusów i tak zmierza do pracy. Maluchem strach jechać, wpadnie w dziurę i po fiaciku he he... oglądam Kabaret Moralnego Niepokoju i tak jakoś mnie naszło. Więc już bez dygresji dziury wielkie, a podróż to jeden wielki slalom...

Slalom (nawet gigant) również w mieście i na osiedlach. Śnieg zniknął i ujawnił świadectwo bytności właścicieli z pieskami. O wypadek (wdepnięcie) nie trudno. Pieska, to każdy chce mieć, jednak po piesku posprzątać, to już nie ma chętnych. Co roku, to samo, kupy stoją jakby kto wiadomość kodem morsa przez całe miasto puścił - kropka kreska. :)) Ludzie są dziwni...

Jeśli chodzi o ludzi, to kolejna ich osiedlowa moda: zaglądanie w okna. Wystarczy tylko ściągnąć firanki i nie zasłonić okna - ustawi się taka jedna z druga (taki jeden z drugim) i się gapią, co też się  u sąsiada wyprawia... rozwiązaniem jest jakaś głośniejsza uwaga przy otwartym oknie i już jest spokój. Choćby dzisiaj. Połówka wymyśliła odświeżenie firan, ona ściągała, a ja chodziłem i opuszczałem rolety i komentowałem:

JA: ...opuszczę rolety, bo jeszcze skrętu szyi dostaną...
POŁÓWKA: ...to się później będą leczyć...
JA: ...wolę zapobiegać niż leczyć...

Oj, coś mi dzisiaj humorek dopisuje. Nie wiem czy to po lekach, czy wasze blogowe wsparcie... nie wiem. Chciałem tylko nadmienić iż blog 3XL-ka zanotował dziesięciotysięczną liczbę odwiedzin - dzięki!!!! Tak się zastanawiam czy pisać jakieś podsumowanie z tej okazji, czy darować sobie. Pomyślę... a teraz idę poleżeć i nie wkurzać kręgosłupa i Połówki... dobrej nocki...

29 stycznia 2013

...powalił...

...mnie ból kręgosłupa i jestem uziemiony. Leżę, próbuje czytać jednak na razie przegrywam. Ręce i kark sztywneją... odezwę się jak, ból, trochę odpuści...

 

...trzymajcie się zdrowo...

28 stycznia 2013

...poniedziałkowo...

...i nastał, ten ulubiony przez wszystkich, dzień zwany poniedziałkiem. Z zapowiedzi pogodowych przed godziną siódmą rano nic się nie sprawdziło, ba sypał śnieg - tak około 5 cm nowej pierzynki przybyło. Oczekiwanie na autobus umilała muzyka dobiegająca z pobliskiej elektrowni (i tak było przez całą noc).

Podróż do pracy opóźniona z powodu kaprysów pogodowych i powrotów do szkoły. Na drodze śnieg, w autobusie pełno młodzieży, rodziców z dziećmi, w mieście korki. Podsumowując to za to wszystko odpowiedzialne są szkoły :)) - były ferie było przyjemnie na drodze i w autobusach, zaczęła się szkoła tłok!!! 

 Buszując w sieci znalazłem instrukcję chodzenia po lodzie... jako, że grozi nam odwilż, a w nocy przymrozki nie ma co biadolić tylko czytać i uczyć się. Pingwiny wiedzą co robią... :))


Kolejna złośliwość przedmiotów martwych, to żarówki niby ekologiczne (o czym tutaj). W piątek do Krainy Wiecznych Łowów odeszła kolejna żaróweczka eko - tak myślałem. Jednak po sekcji, owej żarówki, okazało się że to jednak włącznik zakończył żywot. W sobotę kupiłem nowy, wszystko zmontowałem i dupa nie działa. Prąd jest, żarówkę przecież wczoraj sprawdzałem, a nie świeci cholera jedna. Nabluzgałem się na całego, że co nowszy włącznik to większa kicha, a tu dzisiaj Rodziciel zajechał wszystko sprawdził i wiecie co, żarówkę szlak trafił. No przecież cholerę sprawdzałem i świeciła. Wyszedłem na barana, co głupiej żarówki nie umie wymienić.

W pracy, czekał mnie przemarsz do dostawcy energii z dokumentami, tak ładnie prosili wiec się zgodziłem. Niby nie daleko, niby autobus jedzie, jednak jak wróciłem to padłem zziajany jak Kowalczyk po wspinaczce na górę Alpe Cermis (to ta ostatnia trasa w turnieju Tur de Ski). Buciszcze wytrzymały i nie przemiękły. To nie są moje ulubione buty. Jak najszybciej chcę je zedrzeć, wyrzucić i zapomnieć jednak się nie dają.


Kolejna sprzętowa złośliwość (raczej pech), to tablet. Raz już był w naprawie, wrócił po miesiącu. Minął tydzień i dzieje się to samo. Odwiedziłem szanowny salon Orange i jedynie co się dowiedziałem, to wysłać jeszcze raz na gwarancji i prosić o wymianę na nowy. Ja to zawsze muszę mieć pecha...

...kończę. Czeka mnie jeszcze powrót do domiszcza, później zatapiam się w lekturę, a nie tylko tablety, komórki i komputery... trochę kurtury trzeba łyknąć... :))

...miłego poniedziałku...

27 stycznia 2013

...cieszyć się czy płakać...

...z prognoz pogodowych. Z jednej strony przestanie "pizgać", z drugiej wszędzie breja i błocko, bleee... Cholera przestaję marudzić, bo taki rasowy Polaczek ze mnie wychodzi - zawsze mu źle... Koniec z tym, będzie dobrze. Grunt żeby buty wytrzymały, chińskie badziewie. Co robić jak stopa nr 46, a w kraju większych ludzi według producentów nie ma... Dla osłody, gdyby rano śnieżku nie było, foto drogi do pracy...


Jutro do pracy, a dzisiaj jeszcze Sumińska - już prawie koniec (ze 100 stron :)). Kupka z książkami powiększyła się o dwie nowe pozycje: J.K. Rowling - Trafny wybór i Michael Scott - Wiarołomca. Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela, to już czwarty tom serii o Nicholasie...

Na koniec jeszcze zdjęcia ptaków, które dzień w dzień około godziny szesnastej urządzają sobie przeloty między blokami...



...wesołego hyc do łóżka...

26 stycznia 2013

...seeeeer!!!...

...w ostatni czwartek brałem udział, w zorganizowanych przez jedną z naszych filii, zajęciach dla przedszkolaków. Oczywiście robiłem za nadwornego fotografa...:))

Pod koniec zajęć uczestnicy zabawy (panie plus przedszkolaki) ustawiły się do grupowego zdjęcia. Wiadomo, że taki przedszkolak to żywe srebro - tu się obróci, tam się wykrzywi. Krzyknąłem tylko uwaga!!! i zacząłem pstrykać serię zdjęć... wtem z tłumu dzieci wyrwało się komuś seeeeer!!! 

PS. ...w lutym szykuje się cała seria spotkań, zobaczymy co maluchy tym razem wymyślą... :))

25 stycznia 2013

...to tylko sen...

...od dłuższego czasu zaczytuję się autobiografią Sumińskiej. Pierwszą część pochłonąłem. Druga miała być pochłonięta raz dwa, ale wieczorem mam taki spad do łóżka, udaje mi się przeczytać parę stronić i usypiam. Czasami budzi mnie plaskacz w wykonaniu książki, która siłą grawitacji opada i zatrzymuje się na mojej twarzy... :))

...wczoraj wieczorem dobrnąłem do momentu, kiedy to pani Dorotka opisuje resocjalizację, za pomocą psów, więźniów osadzonych w Hajnówku... nie zdradzam co było dalej, warto przeczytać...
Musiałem być bardzo zaabsorbowany książką, dodatkowo w tle leciał kolejny odcinek Mateusza, i mój mózg wywinął mi takiego sennego psikusa:

...podpadłem jakiemuś ważnemu Bossowi mafijnemu. Na ulicy dopadli mnie umięśnieni goryle, zapakowali do czarnej furgonetki i wywieźli w nieznane... 

...zostałem umieszczony w jakiejś ruderze. Po dłuższym czasie wywnioskowałem z mojego pokręconego snu, że jestem zakładnikiem i na śmierć mi się nie ma...

...miałem kilka spotkań z Bossem, w każdym o czymś rozmawialiśmy. Chyba dawałem mu wskazówki (???) - cholera za psychologa mafijnego robiłem :))

...summa summarum z Bossem zostaliśmy kumplami, a on sam stał się "dobrym człowiekiem". (!!) Przy pożegnaniu chciał spełnić moje życzenie... przez moją śpiącą łepetynę przeleciał samochód, chata, nikon... jednak zakończyło się na odwiedzeniu schroniska i adoptowaniu psa... Bossu płakał jak dziecko kiedy opuszczaliśmy ów przybytek...

...obudził mnie alarm w komórce, czas do pracy. W oparciu łóżka leżała sobie książka "...dalej na czterech łapach" Doroty Sumińskiej...

23 stycznia 2013

...i poleciał...

...zajęcia z przedszkolakami...

PANI: ...i co jeszcze każdy bałwanek ma? Zobaczcie ma kapelusz i szalik, marchewkowy nos, oczka i guziczki z węgla. To czego tu jeszcze brakuje???
DZIECI: ...(myślą)...
PANI: mio..., mio..., mio...
DZIECI: miotłę!!!
PANI: ...zaraz ją przyniosę i zobaczycie jak bałwanek wygląda z miotłą...
DZIECKO: ...i odleci na miotle!!!

22 stycznia 2013

...jak to nazwać...

...i jak odnaleźć się w zaistniałej sytuacji???.

...pani A kazała pani B wykonać pewną czynność. Pani B jako młody pracownik poszła do swojej kierowniczki z zapytaniem jak to wykonać. Kierownik pani B odniósł dokumenty do pani A twierdząc iż pani B nie ma tego w zakresie swoich obowiązków. Sprawa otarła się o szefa... najbardziej ucierpiała na tym wszystkim pani B, a "pewną czynność" na polecenie szefa wykonała pani C...

Po zapoznaniu z owym tekstem nasuwają mi się dwa określenia: spychoterapia  oraz mobbing, ale może po kolei. Nie jestem prawnikiem,nie jestem biegłym w kodeksie pracy, jednak biorąc to wszystko na chłopski rozum, to wychodzi mi takie coś.

Po pierwsze: musi być (!!!) stworzony zakres czynności, który określa zakres i rodzaj obowiązków, uprawnienia lub pełnomocnictwa przypisane do danego stanowiska pracy i osoby. Czyli rację ma kierownik pani B.

Po drugie: według polskiego kodeksu pracy (art. 943 § 2) mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. Istotnym jest fakt, iż osobą dopuszczającą się mobbingu nie musi być pracodawca, lecz może to być przełożony lub współpracownik. Jest to dla mnie marne określenie mobbingu (ale dobrze, że jest), a właśnie takim działaniom według mojego osądu była poddana pani B, która jak wspomnę jest młodym pracownikiem.  - chciała dobrze, a wyszło jak wyszło.

Po trzecie: w sprawie pojawia się osoba trzecia - pani C, która nie wiadomo czy miała uprawnienia do wykonania owej czynności, czy zrobiła to dla świętego spokoju. Smutne jest jednak to iż pani A widząc jak rozwija się sytuacja (konflikt) nie zaprzestała jej i pozostał mały niesmak...

Jak mówi moja kumpela prowadząc samochód przepisy przepisami, a życie życiem i ma rację. Z opowiadań znajomych oraz z własnego doświadczenia wiem iż wiele prac zostaje przerzuconych ze starych na nowych pracowników. Jest to dla mnie rozumowanie zawiewające komuną, ale niestety prawdziwe. Starsi pracownicy, a najbardziej ci którzy dobiegają do emerytury uważa się za święte krowy, które dzięki tzw. ochronce mogą robić co im się żyw nie podoba. Młody się nie odezwie i nie poleci naskarżyć do przełożonego, bo wie że owa sprawa może mu się jeszcze długo odbijać. Woli zacisnąć zęby, zrobi co ma zrobić i nieważne że sam oberwie za zawalenie terminu. Przecież wytrzyma te parę miesięcy wyzysku, a o pracę w dzisiejszych czasach tak ciężko...

...a jakie jest wasze zdanie???

21 stycznia 2013

...jest...

...zimno i to cholernie. Śnieg sypie kolejny dzień, wiatr pizga i wywiewa spod ubrania resztki ciepła. Po ośmiu godzinach przebywania w zimnym pomieszczeniu,  jeździe nieogrzanymi autobusami oraz samą drogą  na i z przystanku mogę stwierdzić, że jestem taka dwu metrowa mrożonka z opcją no frost.

Ciało powoli przyzwyczaja się do zimna, rośnie kolejny mors, jednak cóś niedobrego dzieje się z moimi szarymi komórkami... i nie można tu winić dawnego życia studenckiego, ta część pokładów szarej masy to  archeologia lub z archiwum x - było a nie ma... tu winne jest zimno a co za tym idzie spadek trybienia mózgownicy, bo szaro-tworcza masa zamarza, przez co komentowanie, to kilka słów... a pisanie - sam horror. Po raz kolejny zaczynam pisać tekst, w którym więcej jest skreśleń niż w lotto... jako, że o szóstce mogę jedynie pomarzyć kończę wywody. Jutro szósta zero zero łejkap do pracy, ktoś musi w końcu pracować żeby nie pracować mógł ktoś...

zima cz.4 - sikorka i wróbel

...przy bufecie dla ptaków przydybałem sikorkę i wróbla, którzy zaciekle walczyli o pierwszeństwo zapchania brzuszka słoninką... zdjęcia trochę niewyraźne - zaparowane okno...


...zima cz.3 - drugi spacer...

...jeśli macie jeszcze siłę, to zapraszam. Odbyliśmy go razem z Połówką, w sobotę po godzinie piętnastej, od "przelewów" do muzeum po nabrzeżu jeziora Gosławskiego...




...mewy, dużo krzyku i bijatyki o kawałek chleba...




...nawet nie wiedziałem, że mój aparacik może robić zdjęcia w 16:9. Panorama jeziora Gosławskiego, a w tle zakryta mgłą elektrownia Pątnów...




...dzika róża - efekt mrozu, śniegu i jeziora...




...skansen w muzeum okręgowym...



...kościół pw. św. Andrzeja Apostoła - historyczna, zagadkowa perełka...


20 stycznia 2013

...zima cz.2 - spacer...

...około godziny trzynastej (sobota) udałem się w teren stawów rybnych, bardzo często w okresie letnim przemierzałem te tereny z kijkami.


...pierwszy na me spotkanie wyruszył bażant, ale szybko uciekł w zarośla...



...widok z mostu...


Przyroda sprawiła mi niemałą niespodziankę, około dziesięć czapli fruwało sobie między kanałem a wyschniętymi stawami, do tego mewy...




...największego stracha napędziła mi kaczka... :))


...i ta roślinność przykryta śniegiem...



...po wczorajszym wqrwie nie ma śladu... :))

P.S. Śnieg cały czas sypie...

19 stycznia 2013

...zima cz.1 - powrót...





...z ostatniej chwili...

...sypie śnieg, wieje i jest zimno...

 

...czas się wybrać na zakupy...

 

:( 

18 stycznia 2013

...mam...

...lekki wqrw. Lewą nogą wstałem i od samego rana mnie nosi, nie wiedzieć czemu...
a magnez leży...:))
...chyba sobie Zetki posłucham - dwie prawe nogi murowane...;D

P.S. ...książka się czyta, nocki niedane było zarwać... a szkoda...; ((

17 stycznia 2013

...dalej...

...na czterech łapach.

Mam, mam...
właśnie mi dostarczono...
będę czytać...
nocka z głowy...
:))

16 stycznia 2013

...lubię...

...swoją pracę to, co robię (dzięki Fortunata). Nigdy nie myślałem, że to powiem-napisze. Dokładniej, to lubię zajęcia jakie wykonuję. Plakaty, prezentacje, szablony to mój konik. Od pomysłu do realizacji. Strona www - kolejne ciekawe zajęcie - moje firmowe dziecko...

Może nie jestem jakimś wielkim projektantem, bo nie jestem. Nie pracuję w jakiejś wielkiej korporacji, bo nie pracuję. Grunt, że robię to co lubię. Mi wystarcza, tak jak jest... choć kasy mogłoby być więcej...

...a Wy, robicie to co lubicie???

15 stycznia 2013

...czuję się jak...

...Melman, żyrafa hipochondryk i lekoman, z bajki Madagaskar. Umocniły mnie w tym przekonaniu moje ostatnie wpisy. Jakieś bóle, dolegliwości, lekarstwa... paranoja!!! Z drugiej strony, to nie ma się co dziwić. Stękania, smarkania pełno. Zimno, a pogoda do du*py. Jednak się nie daję... chociaż znając moje szczęście, to przetrzymam i rozłożę się w... maju. Wszyscy będą szaleć w długi weekend, a ja tona chusteczek...;)) 

Wiem, wiem marudzę... he he he

Tak sobie gdybam, że temu wszystkiemu winni są ludzie. Czuje, że coś załapał, ale do lekarza nie pójdzie - pracą się zasłania.  Higiena i kultura osobista u takich delikwentów też kuleje niestety. Kicha i kaszle nie zasłaniając twarzy, do wytarcia nosa używa chustki z materiału, rąk nie myje. Chodzi taki inkubator i rozsiewa,i rozmnaża zarazę... zamiast na szanownej literze w domu siedzieć.

Kolejna głupota, to wysyłanie chorych dzieci do szkół. Nie rozumiem takich rodziców, jak tak to biegają, chuchają nad pociechą. Jak dziecko chore, to do szkoły. Niech zaraża...

Antybiotyki, o nich to książkę można by napisać. Wszyscy wiedzą, że antybiotyk nie działa na wirusy, ale i tak biorą. Dziwne jest jednak to, że kiedy trzeba je brać to wezmą jedną albo dwie i  koniec.

W dziwnym kraju przyszło mi żyć, pełnym sprzeczności. Nie wiem tylko, co nas tak ukształtowało? Historia czy głupota ludzka...

...rozłożył mnie...

...ból kręgosłupa. Chociaż bardzo się cieszę, że boli. Widać zabiegi pomagają, nawet sama pani rehabilitantka stwierdziła: że jak boli, to znaczy że działa i pomaga...

...po powrocie do domu było papu, myciu i łóżko... odleciałem nawet nie wiem kiedy.

Mam złe wieści: ZIMA JEST I NIE ODPUSZCZA!!! :)) Oto moja wczorajsza podróż autobusem (zdjęcia trochę kiepskie bo robione komórką)...



...a dzisiaj znowu w pracy... monotonia życia :))

14 stycznia 2013

...nie martw się, bądź szczęśliwy...

...pamiętacie tą optymistyczną piosenkę???


CIEKAWOSTKI:
  • inspiracją do napisania utworu był plakat (z lat 60. XX wieku) - zawierający powiedzenie Maher Baby; Dont worry, be happy zachęcające to optymizmu i nieprzejmowania się - który Bobby McFerrin zobaczył w 1988 r.,
  • w oryginalnym teledysku zagrali Robin Williams i Bill Irwin,
  • w tym utworze nie ma żadnych instrumentów, a muzyka to aranżacja beatbox'owa samego Bobby'iego,
  • za autora tej piosenki często uważa się Boba Marley'a, co oczywiście jest nieprawdą.

13 stycznia 2013

zima, wośp i książki

Zima, od piątku co chwilę dosypuje śniegu i mrozik trzyma. Ze śniegu i mrozu, to ja się nawet ciesze. Pierwsze przykryło szarość i burość. Drugie natomiast wspaniale działa na zatoki i śluzówkę nosa dzięki czemu mój nos nie wyglądam jakbym non stop wąchał klej. :))

Wczorajszy spacerek nie doszedł do skutku, pochłonęło mnie eLBe, za to dzisiaj był spacerek i dotlenienie makówki, przed  i po obiedzie, było również małe foto.

















Podczas spaceru liczyłem na spotkanie wolontariusza WOŚP i się nie doczekałem. Przypominam dzisiaj 21. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie będę się rozpisywał o Owsiaku i WOŚP-ie bo bardzo fajnie zrobiła to Pantera, oto link. Sam już nie uczestniczę w akcji, roboczo, ale popieram do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Ze wspomnień dotyczących "orkiestry" pamiętam dwa szczególne wydarzenia. Pierwsze to liczenie kasy. Siedzieliśmy sobie w parę osób w GOK-u, w miłej atmosferze, i liczyliśmy. Były to czasy kiedy w obiegu były jeszcze stare i nowe nominały. Najgorzej zawsze liczyło się jednogroszówki... :))
Drugie wydarzenie to co jakiś czas informacje o zebranej kwocie przekazywane były na plac gdzie trwała impreza. Zajęci liczeniem nie zwróciliśmy uwagi, iż nikt od dłuższego czasu nie przekazywał żadnej wiadomości. Dopadłem rower, oświetliłem go wszystkimi światłami jakie miałem i takim mrugającym dyliżansem wjechałem przed scenę. Wiara zbaraniał, sam prowadzący też. Dopiero kiedy mnie rozpoznał pogratulował pomysłu. BYŁO ŚWIETNIE...
A dziś pozostał tylko eSeMeS...


Kończę powoli. Książka, a raczej książki czekają. W sumie mała górka... 



SIE MA