1 grudnia 2012

...piątkowo...

Piątek, ukochany dzień ludu pracującego w systemie czterdzieści ha. Kubki umyte. Komputer w trybie off. Weekend! 
Choć dla mnie rozpoczął się on już wczoraj opieką. Pogoda niczym z Krainy Deszczowców i są rezultaty, stan zapalny kręgosłupa.

Jak wam wczoraj pisałem czekał mnie odbiór sprzętu. Z nerw spać nie mogłem, wszystko sobie w myślach kulkulowałem, układałem plan działania i du*a... sprzęt dojedzie we wtorek poinformował mnie o tym głos w telefonie. 
Odetchnąłem. Nie musiałem się spieszyć. Kierunkowskaz i już skręcamy "carem" Teściunia na bazar. Po drodze mały zwiad w "ciuszkowie" i trzy nowe koszulki w garści. :) 

Przeprawa przez miasto w drugi jego koniec, pierwsze zakupy na święta choć to bardziej zapuszczanie żurawia na półki i notowanie cen... 
... znowu przeprawa i to prawdziwa, bo objazdów pełno - remont mostu, ale o tym może kiedy indziej...

...wreszcie dom, zakupy schowane. Teraz szybko obiad, głodny człowiek wrócił z wojaży. Jeszcze tylko poobiednie sam na sam ze zlewem i laba...

Wieczór, to Til Schneider i pudełko ze zdjęciami... ale o tym może już jutro. W sumie to dzisiaj, tylko może o bardziej ludzkiej porze... :) 

P.S. Fizycznie zmęczony, psychicznie zrelaksowany. Oby więcej takich niespiesznych wypadów. Choćby i po zakupy:)