23 listopada 2012

...kumulacja...

Oj zabierałem się do pisania od godziny. W międzyczasie spałaszowałem dwie kasjerki z powidłami własnej produkcji i w końcu teraz zaczynam dziergać tekst (godz. 21: 48).

Może zanim zacznę, to proszę o głosowanie na moje zdjęcia w konkursie "Fotografuj sercem" (głosowanie tutaj). Moje foto dobrze znacie, ale dla ułatwienia podaję namiary. W kategorii PRZYRODA zdjęcie nr 65 i nr 66 (można głosować na jedno w danej tematyce) oraz zdjęcie nr 73 w kategorii PRZESTRZEŃ. Z góry dziękuję za głosy.

Moje wyobrażenie o L4 przeminęło z wiatrem, ale po kolei. Zaopatrzony w zwolnienie, recepty i skierowanie na zabiegi udałem się w środę na rozpoznanie medycznego terenu. Po pierwsze recepty, czekają na lepsze czasy czyli na Matki Boskiej Pieniężnej. :) Po drugie rehabilitacja, terminy dopiero po nowym roku. Jakoś wytrzymam. :( Po trzecie zwolnienie, to już dłuższy temat. 

Zawitałem w progach firmy tylko na chwilę (trzeba było dostarczyć zwolnienie), a zostałem na kilka godzin. Musiałem pilnować sprzętu i warczeć, co chwilę, na poniusie z województwa. Zgrywały wielkie ą-ę, no bo one z wielkiego świata i wszystko mają i wiedzą naj. Nie to co my z pipidówy. Starliśmy się przy sprzęcie, który samowolnie zaczęły przestawiać chociaż wszystko było ustawione. Kiedy im człowiek zwrócił uwagę, to popatrzyły na mnie z politowaniem jakby miały doczynienia z wieśmakiem. Kij wam w oko pomyślałem sobie, dopiero pod koniec spotkania kopary im opadły jak zobaczyły naszą prezentację. Chociaż to spotkanie nie będzie mi się czkało. :)

Powrotu do domu miodem nazwać nie można. Połówka wyraziła swoje zdanie na temat mojego zdrowia i pracoholizmu. Swoją drogą macie jakieś sprawdzone metody prośby o podwyżkę. Dąs nie trwał długo. Wszystko załatwiła Mała Panna Mi.

Pozostałe dni to siad na kuprze i okupacja domowa. Dopiero dzisiaj był spacer i foto, które możecie oglądać we wcześniejszym wpisie...

Spokojnej nocy...