29 listopada 2012

...a takie tam...

W końcu wieczór, można odetchnąć na "Mateuszu" i w myślach odliczać ostatnie godziny listopada. Choć początkowo piałem achy, sprawiłem nawet że Zgaga go polubiła, to teraz mam go dosyć. Zgniły wyż i fochy pogodowe sprawiły, że choróbsko dopadło mnie a teraz Połówkę. Mówiąc krótko start był piękny lecz finisz do d*py.

Jutro też trochę nerwów mnie czeka w pracy. Przyjeżdża nowy sprzęt i muszę wszystkiego dopilnować. Jak ja lubię taką robotę. Od dwóch dni spać nie mogę i myślę...
Wczoraj aby rozładować trochę nerwy udaliśmy się po godzinie dwudziestej na spacer i stąd te zdjęcia. Aż Połówka się zdziwiła tym wieczornym wypadem...

Humor poprawiła nam również teściówka, która przeniosła parę ciuchów z tzw. ciuszkowa. Papa się śmieje kiedy człowiek wchodzi w rozmiar 58 lub 60, a nie 64/66.

...i tym miłym akcentem kończę, spokojnej nocy...