27 listopada 2012

...a takie tam...

Wczoraj "magicy" na naszym osiedlu zaczęli "uzdrawiać" latarnie. Ucieszyliśmy się bardzo, gdyż batalia o oświetlenie na naszym osiedlu trwa już od przeszło trzech lat. Wszystko zaczęło się od przebudzenia się władz w momencie, kiedy zaczęto szukać oszczędności w kasie miasta. 
Nasze osiedle jest wiekowe, pierwsze budynki powstały bodajże w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, jako mieszkania pracownicze, dla ludzi pracujących w nowo pobudowanej elektrowni. Przez wiele lat nie było problemu z oświetleniem, a włącznik znajdował się w jednym z bloków. Światła zapalał i gasił jeden człowiek.
Cała draka zaczęła się jak już wspomniałem trzy lata temu. Włodarze obudzili się, że uciekają im pieniądze za oświetlenie i zaczęli niuchać. W końcu wyniuchali i zaczęło się. Jeden z urzędasów wpadł na pomysł, aby nas całkowicie odciąć od światła (brawo!!!). Dopiero po wielu walkach radnego z biurokracją udało się oświetlenie uratować. 
Jednak te minione lata, to była udręka i ciągłe wiszenie na telefonie. Latarnie włączały się lub wyłączały samoistnie. Zdarzały się tygodnie bez światła. W końcu zaczęły świecić na przemian (cztery lampy na jednym słupie), więc każdy dzień to była loteria - komu będzie światło darowane. :))
Od wczoraj mamy pełen luksus. Latarnie uzdrowiono i teraz świecą mocą czterech lamp, tylko jest jedno małe ale... ...światło z białego zmieniło się na żółte i teraz dociekamy czy to wina mocy czy barwy żarówek. Zobaczcie sami...







Kolejni magicy mają się zgłosić dzisiaj i wymieniać wodomierze. Absurd (kolejny), żeby człowiek na swój koszt musiał wymieniać owe urządzenia, chociaż za wodę płacimy chyba już najdrożej w Polsce. Ogłoszenie o wodomierzowym cyrku wisiało na drzwiach wejściowych do naszego bloku, a ja tknięty jakimś przeczuciem zrobiłem zdjęcie łazienki aby w momencie jakichkolwiek zniszczeń mieć dowód. Nie wiadomo na jakich fachmanów się trafi... zdjęć łazienkowego królestwa nie będzie, możecie odetchnąć z ulgą... ;))