6 listopada 2012

...a takie tam...

...dzisiaj już lepiej, chociaż wczoraj przykuło mnie do łóżka (ponownie). Dawno nie pamiętam takiego bólu. Nawet w pracy Boss zauważył moją niedyspozycję i tolerował moje spowolnione obroty...
***
...po mojej sobotniej wizycie u wracza (o czym było tutaj) musiałem jeszcze dostarczyć druk potwierdzający ubezpieczenie, bo oczywiście gdzieś zapodziałem książeczkę. Naginałem kawałek drogi i kiedy dopadłem rejestracji aby okazać się dokumentem, to zgadnijcie na co natrafiłem... na pigułę w wersji mute. Sam już nie wiem czy lepsza była warcząca piguła z SOR-u czy dzisiejsza milczka. Dodam tylko, że czułem się jak idiota stojąc tak przy okienku i czekając nie wiem na co...
***
...jedyny plus mojego wczorajszego wylegiwania, to możliwość blogowania. A jaki ruch był, już myślałem że nie ogarnę... 
...wielki szacun dla innych większych blogów - macie jakiś system czy co?? :))
***
...a teraz, po wcześniejszym małym zawirowaniu w pracy, umieściłem kolejne zdjęcia z serii zachód słońca pstryknięte wczoraj na przystankach autobusowych na linii praca-dom plus ujęcia z okna mieszkanka... :))
  


...to jedno specjalne kieruje dla Was - mojej blogowej rodzinki... 
Zgago mam nadzieję, że jednak sprawię cud i polubisz listopad... :))


...na koniec...
mam pomysł na kolejny wpis i coś jeszcze, nie wiem czy to będzie konkurs czy coś innego, bo nagroda skromna chociaż dla mnie bardzo interesująca i ciężko zdobyta. Trochę się boję, czy wszystko się uda, ale to się zobaczy...