29 listopada 2012

...a takie tam...

W końcu wieczór, można odetchnąć na "Mateuszu" i w myślach odliczać ostatnie godziny listopada. Choć początkowo piałem achy, sprawiłem nawet że Zgaga go polubiła, to teraz mam go dosyć. Zgniły wyż i fochy pogodowe sprawiły, że choróbsko dopadło mnie a teraz Połówkę. Mówiąc krótko start był piękny lecz finisz do d*py.

Jutro też trochę nerwów mnie czeka w pracy. Przyjeżdża nowy sprzęt i muszę wszystkiego dopilnować. Jak ja lubię taką robotę. Od dwóch dni spać nie mogę i myślę...
Wczoraj aby rozładować trochę nerwy udaliśmy się po godzinie dwudziestej na spacer i stąd te zdjęcia. Aż Połówka się zdziwiła tym wieczornym wypadem...

Humor poprawiła nam również teściówka, która przeniosła parę ciuchów z tzw. ciuszkowa. Papa się śmieje kiedy człowiek wchodzi w rozmiar 58 lub 60, a nie 64/66.

...i tym miłym akcentem kończę, spokojnej nocy...

...mgła, latarnie i noc...













28 listopada 2012

takie cudo...

...spotkałem wczoraj w drodze do domu...






...po goleniu...

Mąż przed wyjściem do pracy mówi do żony:
- Wiesz, po goleniu czuję się tak, jakbym miał ze dwadzieścia lat mniej ...
- A czy nie mógłbyś się golić wieczorem? - pyta się żona.

27 listopada 2012

...a takie tam...

Wczoraj "magicy" na naszym osiedlu zaczęli "uzdrawiać" latarnie. Ucieszyliśmy się bardzo, gdyż batalia o oświetlenie na naszym osiedlu trwa już od przeszło trzech lat. Wszystko zaczęło się od przebudzenia się władz w momencie, kiedy zaczęto szukać oszczędności w kasie miasta. 
Nasze osiedle jest wiekowe, pierwsze budynki powstały bodajże w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, jako mieszkania pracownicze, dla ludzi pracujących w nowo pobudowanej elektrowni. Przez wiele lat nie było problemu z oświetleniem, a włącznik znajdował się w jednym z bloków. Światła zapalał i gasił jeden człowiek.
Cała draka zaczęła się jak już wspomniałem trzy lata temu. Włodarze obudzili się, że uciekają im pieniądze za oświetlenie i zaczęli niuchać. W końcu wyniuchali i zaczęło się. Jeden z urzędasów wpadł na pomysł, aby nas całkowicie odciąć od światła (brawo!!!). Dopiero po wielu walkach radnego z biurokracją udało się oświetlenie uratować. 
Jednak te minione lata, to była udręka i ciągłe wiszenie na telefonie. Latarnie włączały się lub wyłączały samoistnie. Zdarzały się tygodnie bez światła. W końcu zaczęły świecić na przemian (cztery lampy na jednym słupie), więc każdy dzień to była loteria - komu będzie światło darowane. :))
Od wczoraj mamy pełen luksus. Latarnie uzdrowiono i teraz świecą mocą czterech lamp, tylko jest jedno małe ale... ...światło z białego zmieniło się na żółte i teraz dociekamy czy to wina mocy czy barwy żarówek. Zobaczcie sami...







Kolejni magicy mają się zgłosić dzisiaj i wymieniać wodomierze. Absurd (kolejny), żeby człowiek na swój koszt musiał wymieniać owe urządzenia, chociaż za wodę płacimy chyba już najdrożej w Polsce. Ogłoszenie o wodomierzowym cyrku wisiało na drzwiach wejściowych do naszego bloku, a ja tknięty jakimś przeczuciem zrobiłem zdjęcie łazienki aby w momencie jakichkolwiek zniszczeń mieć dowód. Nie wiadomo na jakich fachmanów się trafi... zdjęć łazienkowego królestwa nie będzie, możecie odetchnąć z ulgą... ;))

26 listopada 2012

...rozmowy z Mała Panną Mi...

...wchodzę do domu z pracy i już od drzwi słyszę wuja, to Mała Panna Mi oznajmiła światu moje przyjście. Po chwili dopada mnie tupot nóżek i już Mała Panna Mi ląduje w moich ramionach. Wuja...
Udaje mi się wyswobodzić i razem wchodzimy do pokoju. Mała Panna Mi nie odstępuje mnie ani na krok. Wuja, wuja... da się słyszeć. Słucham cię... wuja, wuja ziecia, ziecia (zdjęcia) woła podekscytowana. A mogę zjeść obiad, zobacz wuja dopiero z pracy wrócił i jest głodny. ...nie musisz... odpowiada po małym namyśle Mała Panna Mi.
***
Mała Panna Mi jest zwolenniczką diety składającej się najlepiej z Monte, Danio i innych serków. Pewnego dnia zażyczyła sobie, z puli pudełek leżących na blacie w kuchni, jeden z nich. Reszta serków została zakryta, aby Mała Panna Mi zjadła później coś wartościowego. Po niespełna trzydziestu minutach wparowuje do kuchni. Zerka na blat i...

MAŁA PANNA MI: Ojej nie ma...
POŁÓWKA: Czego nie ma?
MAŁA PANNA MI: (pokazuje palcem w kierunku blatu) ...zjadł...
POŁÓWKA: Ktoś ci zjadł serek?
MAŁA PANNA MI: (kiwa głową, zerka na mnie) ...wuja...
***
Mała Panna Mi jest zafascynowana komputerem. Mogła by przed nim spędzić pól dnia. Dobre jest tylko to, że do dnia dzisiejszego nie wie nic o listwie zasilającej i to jedyna metoda, aby poskromić jej komputerowe zapędy.

MAŁA PANNA MI: Wuja,wuja...
JA: Słucham cię...
MAŁA PANNA MI: Wuja,wuja... ziecia (zdjęcia) - pokazuje paluszkiem w kierunku czarnej skrzynki.
JA: ...ale komputerek się popsuł... zobacz nie można go włączyć...  - demonstruję dotykając włączników (listwa oczywiście wyłączona). Później wuja naprawi... :))
MAŁA PANNA MI: (dotyka po kolei wszystkich guzików) ...to nie ma sensu... - kwituje krótko i odchodzi...

25 listopada 2012

...niedzielnie...

...to już chyba ostatni wypad w ogrodowy świat...
...oto foto...
















23 listopada 2012

...kumulacja...

Oj zabierałem się do pisania od godziny. W międzyczasie spałaszowałem dwie kasjerki z powidłami własnej produkcji i w końcu teraz zaczynam dziergać tekst (godz. 21: 48).

Może zanim zacznę, to proszę o głosowanie na moje zdjęcia w konkursie "Fotografuj sercem" (głosowanie tutaj). Moje foto dobrze znacie, ale dla ułatwienia podaję namiary. W kategorii PRZYRODA zdjęcie nr 65 i nr 66 (można głosować na jedno w danej tematyce) oraz zdjęcie nr 73 w kategorii PRZESTRZEŃ. Z góry dziękuję za głosy.

Moje wyobrażenie o L4 przeminęło z wiatrem, ale po kolei. Zaopatrzony w zwolnienie, recepty i skierowanie na zabiegi udałem się w środę na rozpoznanie medycznego terenu. Po pierwsze recepty, czekają na lepsze czasy czyli na Matki Boskiej Pieniężnej. :) Po drugie rehabilitacja, terminy dopiero po nowym roku. Jakoś wytrzymam. :( Po trzecie zwolnienie, to już dłuższy temat. 

Zawitałem w progach firmy tylko na chwilę (trzeba było dostarczyć zwolnienie), a zostałem na kilka godzin. Musiałem pilnować sprzętu i warczeć, co chwilę, na poniusie z województwa. Zgrywały wielkie ą-ę, no bo one z wielkiego świata i wszystko mają i wiedzą naj. Nie to co my z pipidówy. Starliśmy się przy sprzęcie, który samowolnie zaczęły przestawiać chociaż wszystko było ustawione. Kiedy im człowiek zwrócił uwagę, to popatrzyły na mnie z politowaniem jakby miały doczynienia z wieśmakiem. Kij wam w oko pomyślałem sobie, dopiero pod koniec spotkania kopary im opadły jak zobaczyły naszą prezentację. Chociaż to spotkanie nie będzie mi się czkało. :)

Powrotu do domu miodem nazwać nie można. Połówka wyraziła swoje zdanie na temat mojego zdrowia i pracoholizmu. Swoją drogą macie jakieś sprawdzone metody prośby o podwyżkę. Dąs nie trwał długo. Wszystko załatwiła Mała Panna Mi.

Pozostałe dni to siad na kuprze i okupacja domowa. Dopiero dzisiaj był spacer i foto, które możecie oglądać we wcześniejszym wpisie...

Spokojnej nocy...

...fotograficznie...












21 listopada 2012

...rozmowy we dwoje...

...to ja po to mam chorobowe żeby non stop myć gary? Ledwo zmyłem ekstra dużą partię garów, a ty znowu kompletujesz kolejne...
...a co żeś myślał i też cię kocham - odpowiedziała spokojnie Połówka z miną niewiniątka... 

***

JA: ...zaczyna mi się odbijać kiełbasa z żurku (uwielbiam tą zupę z dodatkiem białej i wędzonej kiełbasy)...
POŁÓWKA: ...a która? 
JA: ...ta zielona...

***

JA: Jakie miała imię dziewczyna, z którą kuzyn był na imprezie rodzinnej.
POŁÓWKA: ...nie pamiętam...
JA: ...chyba jej imię zaczynam się od litery T, nie czekaj od A...
POŁÓWKA: ...już wiem Daria - odpowiada po chwili zastanowienia...
JA: ...no widzisz jest tam litera A...

20 listopada 2012

...a takie tam...

Właśnie wróciliśmy od Panoramiksa. Rozłożyło nas, nie przeziębienie czy grypa, lecz jakieś bóle mięśni, kości i stawów. Sam próbowałem trzymać fason jednak powiedzenie "samo weszło - samo wyjdzie" nie sprawdziło się w moim przypadku. Ból objawił się przy rozkładaniu sprzętu na jutrzejszą konferencję, aż zawyłem. Efekt końcowy to L4 i skierowanie na zabiegi. Oj starzeje się człowiek. :) 

Dzisiaj odkryłem Amerykę... ...w końcu, przez przypadek, wiem jak spamiętać miejsca, w których zostawiłem swoje komentarze i być na bieżąco. Jeśli pisaliście, a ja nie odpowiadałem to sorry. Teraz się zastanawiam na co mi było sześć lat studiów technicznych.

W spotkaniu świnka-ja jest dwa zero dla chrumki. Kaszanka powstała bez mojego udziału, kiełbasa pewnie też. Chyba na osłodę zostaną nasze popisowe "zimne nóżki" na okres poświąteczny. :)

...i tym apetycznym akcentem kończę, dobrej nocy...

19 listopada 2012

...powiedziane, podsłuchane...

Podczas oglądania jednego z perfekcyjnych programów: 
"...jeśli walczysz z brudnymi kołnierzykami na białych koszulach swojego partnera, to jest na to prosty sposób. Wystarczy kredą przetrzeć brudny kołnierzyk lub położyć na niego papkę z proszku do pieczenia..."
JA: Żartem: ...widzisz kochanie kredą koszulę, a nie wanisz. Kreda tańsza... 
POŁÓWKA: Zimnym głosem: ...od jutra ty pierzesz koszule...

***

Podczas jakiegoś seansu w tv...
POŁÓWKA: Kochasz mnie jeszcze??? 
JA: ...jeszcze... :)
POŁÓWKA: ...dobre i to ...za kilka lat, to na inne panienki będziesz latał... :)
JA: ...pewnie... :)
POŁÓWKA: /cisza/ 
JA: ...a ty będziesz mnie tłukła... :)

***

Podsłuchane. Monolog pijanego kolo.
...szafa, szafa, szafa...
...jaka ku*wa szafa...
...no szafa, szafa, szafa...

18 listopada 2012

...po konkursowo...

Witajcie. Weekend już prawie za nami. Wiadomo wszystko co dobre, szybko się kończy. Jednak ja nie mogę, a nawet nie chcę, narzekać bo było super. Wyspałem się, wybyczyłem i jestem gotowy na kolejny pracowity tydzień. Mam pazur wrrrr... :)

Wczoraj wspominałem iż czeka nie "randka" ze świnką (półtusza) i co, i wio... Teściuniu z "miss pig" późno wrócił (od znajomych) i nie było sensu lecieć przez całe miasteczko, aby ją rozebrać a dzisiaj jest już po fakcie. Jutro szaleństwa z kaszanką. :)

Nie mogę dłużej odwlekać wyników konkursu. Czytając odpowiedzi, stwierdzam że temat emigracji jest wam znany. Część z was doświadczyła tego na własnej skórze. Wybór był ciężki, bo każda przychodząca odpowiedź zmieniała faworyta. Wspominałem wcześniej, że nagród jest więcej (dzięki dyrektorowi MBP w Koninie), a ja jestem w komfortowej sytuacji i mogę przyznać nagrody wam wszystkim. Każdy z was otrzyma książkę z autografem babci Janinki plus mały dodatek. Dodatkowo dla Pantery mam jeszcze jedną książkę, a to wszystko za szybkość  i czymś czego nie umiem określić, a co znalazło się w jej odpowiedzi... 

Mam nadzieję, że zabawa się podobała i będziecie zadowoleni z książek... czekam na adresy, na które mam wysłać nagrody. Mój mail: voodoos78@gmail.com.

17 listopada 2012

...sobotnie...

Dziś nie będę marudził i narzekał, pewnie się ucieszycie. Dziś mam dla Was zapach chleba z piekarni, jeszcze cieplutki stygnie na blacie w kuchni. Obsypię was zielony kolorem kapusty i misz-maszem pieczarek, orzechów włoskich i dyń wymieszanych z orzechami laskowymi. Pokaże wam słoneczne cienie i wczesne zachody słońca. Wiecie dlaczego???
BO W KOŃCU SIĘ WSYPAŁEM!!!










P.S. Przede mną spotkanie z półtuszą wieprzową i chyba będzie zasmażka... mniam :))