24 października 2012

...wczoraj w radio...

...będąc wczoraj na sesji zdjęciowej, o czym już pisałem, usłyszałem kawałek rozmowy prowadzonej w radio. Nie wiem jaka to była stacja (a nie chcę nikogo szkalować) ani kto brał udział w owej rozmowie. Ot usłyszałem przez przypadek... a sama rozmowa dotyczyła legalizacji marihuany w Polsce. 
  1. Pan (artysta) prowadzący wywody na temat maryśki twierdził, że my Polacy boimy się jej bardziej niż wódki i uważamy ją za bardziej szkodliwą. Ponoć tak wyszło w sondażach.
  2. Polska ociąga się z legalizacją marihuany i jest w czołówce państw, które jeszcze nie poczyniły kroków w sprawie miękkich używek.
  3. Twierdził, że istniejące przepisy ograniczają jego demokratyczną wolność.
  4. Ostatnie i najlepsze. Użalał się nad biedną Korą i jej aresztowaniem, w głośnej sprawie z narkotykami i pieskiem w tle.
To wszystko co udało mi się usłyszeć, aż mi się futro na grzbiecie podniosło. O ciśnieniu nie wspomnę. 
Po pierwsze (to moje zdanie) każdy narkotyk, dla mnie, to świństwo rujnujące życie i zdrowie. Nie ważny jest dla mnie podział na miękkie czy twarde narkotyki. Narkotyk, to narkotyk. Zaczyna się od trawki, a kończy na brudnej strzykawce. NIE boję się narkotyków, boję się ludzi pod ich wpływem i nie ma dla mnie znaczenia czy zażyli ziele czy biały proszek
Po drugie. Legalizacja miękkich narkotyków to ekonomia.  Kolejne, po wódce i papierosach, źródło wpływów do kasy państwa, które tylko mami nas podatników tworząc iluzje: program pomocy dla AA, nadruki i afisze reklamowe umieszczane na papierosach.
Po trzecie, co mi z takiej wolności, kiedy opalony maryśką nie będę odróżniał jawy od świata realnego. Bardziej czuję się zniewolony:
  • przez moher - klan Rydzyka, 
  • przez polityków, którzy idą na układy, z ojcem założycielem, licząc na wzrost wyborczych sondaży, 
  • przez państwo, które do dnia dzisiejszego nie uznało bezpłodności jako choroby XXI wieku i nie wspiera in vitro oraz par (ludzi) starających się o dziecko,
  • przez urzędy, w których człowiek już od samego progu traktowany jest jak złodziej i musi udowadniać na każdym kroku swoją niewinność i to, że dana pomoc (społeczna czy inna) mu się należy,
  • przez brak regulacji (choćby) głupiej rozmiarówki odzieży,
  • i znowu przez państwo, które pozwala aby człowiek wykształcony zapierniczał za najniższą krajową, która powinna być w kodeksie pracy określona jako wynagrodzenia początkowe dla ludzi bez wykształcenia czy wyuczonego zawodu...
Po czwarte. Użalanie się nad losem artystów, którzy wpadli, jest dla mnie czymś śmiesznym. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowe. Czy tak naprawdę halucynogeny potrzebne są nam do twórczego tworzenia. Artysta (w dzisiejszych czasach), który aby tworzyć musi spalić ziele, to żaden artysta, to rzemieślnik nastawiony na kasę.  Nikt więcej. 

Przeżyłem już przeszło trzydzieści lat i na swojej drodze zahaczyłem nie raz o używki. Wypaliłem papierosa (z ciekawości i głupoty), urżnąłem się alkoholem. Jednak po trawkę nigdy nie sięgnąłem, choć kuszono mnie wiele razy. Owe momenty z używką zawsze kończyły się kacem. Jak nie moralnym, to takim w naturze. W dniu dzisiejszym mogę stwierdzić jedno: papierosów nie cierpię i jestem anty w tej materii - dla mnie one śmierdzą i przeszkadzają. Alkohol piję znikomo, zazwyczaj lampkę wina lub dobre piwo. Jednak maryśce mówię stanowcze nie.   

A jakie jest wasze zdanie?






P.S. Zastosowanie marihuany w medycynie nie budzi moich zastrzeżeń. W tym względzie jestem za i popieram. Wystarczy wstukać w wujka Google, aby dowiedzieć się ciekawych rzeczy, ot dla przykładu...

P.S. P.S. Rząd postanowił wprowadzić częściowe dofinansowanie do in vitro. Mam nadzieję, że nie okaże się to kolejną kiełbasą przedwyborczą...