5 października 2012

...rytuał golenia...

...z mgieł mojej pamięci wyłania się obraz dziadka (wuja mojego ojca) golącego się. Całemu temu przedsięwzięciu towarzyszyły zawsze te same czynności - rytuał.

W pierwszej kolejności dziadek nastawiał na kuchni, opalanej węglem, czajnik i czekał, aż woda w nim się zagotuje. W między czasie wyciągał drewnianą skrzyneczkę z misternie ozdobionym, malowanym w kolorowe kwiaty, wiekiem które od środka miało zamontowane lustro. Następnie szykował gruby, ceramiczny kubek do gorącej wody i siadał przy stole. 

Teraz dopiero zaczynało się całe przedstawienie. Swoimi spracowanymi dłońmi zwalniał metalowy skobelek i delikatnie unosił wieko, a tam dla mnie dziecka pięcioletniego znajdował się ciekawy skarb. Owa skrzyneczka podzielona była na kilka przegródek. W nich poukładane leżały: 

  • maszynka do golenia - bardzo fajna, bo jak się przekręcało rękojeść, to na boki otwierała się głowica ukazując groźną żyletkę,
  • kolejna przegródka skrywała pudełeczko z żyletkami firmy Polsilver,
  • w następnej znajdowały się kawałki mydła do golenia,
  • w kolejnej tubka z kremem do golenia,
  • była jeszcze miseczka do rozrabiania kremu
  • i pędzel z naturalnego włosia.

Kiedy woda zaczynała bulgotać, dziadek brał kubek i udawał się w kierunku pieca. Po chwili wracał już z wrzątkiem. Siadał. Brał w ręce maszynkę, sprawdzał ostrość żyletki, jeśli trzeba było, to ją wymieniał i  na koniec topił ją w owym wrzątku. Następnie brał miseczkę, do której wyciskał trochę kremu. Koleją czynnością było rozrobienie go wilgotnym pędzlem. 

Dziadek tuż przed rozrobieniem kremu, mokrym pędzlem przejeżdżał po skórze twarzy. Czasami pędzel witał się z moim ciekawskim nosem. Później twarz, zarost, atakowany był mydłem do golenia i dopiero teraz zaczynało się prawdziwe golenia, a dla mnie czas kiedy mogłem pobuszować po owej zagadkowej skrzyneczce.

Czas zaczynał płynąc wolniej, otoczyła mnie magia pudełka i do świata przywracał mnie zawsze zapach wody po goleniu i odgłos wklepywania jej w twarz...