16 października 2012

...o butach...

Będzie o butach.
Temat to dla mnie drażliwy. Zawsze kiedy wchodzę do sklepu z przybytkiem na stópki włos na plecach mi się jeży, a ciśnienie wzrasta. I stety niestety nastąpił taki dzień. Kiedy powróciłem po sklepowych szaleństwach dotyczących Elmo (o czym tutaj), moje stópki poczuły jakby chłód. Buciki miałem letnie, ze skórki szyte. W pierwszej kolejności pomyślałem, że przemiękły, bo pogoda barowa. Deszczyk siąpił, czasami padał, czasami lał się z nieba - to mokro i kałuż pełno. Ściągam szybko buty, chce napakować w nie gazet i wysuszyć... tylko ZONK... gazeta zaczęła wychodzić bokiem. Dokonuję sekcji obuwia i już mam wynik: szycia popuszczały.
Coś trzeba było szybko wymyślić, bo człek w pracy i do domciu musi jakoś wrócić. Zasięgnąłem języka i gnam do szewca... tu kolejny zgrzyt, bo oczywiście pan szewc buta obejrzał i zaczął tworzyć: że to tak od ręki się nie da... że trzeba podkleić... że on tak, to nie przeszyje... bo maszyna taka, a owaka... A kij (w tym przypadku dratwa) ci w oko - myślę sobie. Jakoś przetrzymam do końca.

Po gorącej linii, między mną a Polówką, dowiedziałem się że jestem w czarnej d. Buty w domu to może i są tylko ich stan jest gorszy niż tych na moich stopach, bo przypominają ser szwajcarski. No to co miałem robić? Zaciskam zęby i udaję się do obuwniczego. Kołomyję czas zacząć...

...wchodzę do sklepu. Od drzwi wita mnie paniusia z rentgenem w oczach, jakbym chciał coś buchnąć. Ciekawe jak ja wyniosę pod pachą buty rozmiar 46!!! Zaczynam przeglądać sklepowe półki.  Butów od cholery tylko rozmiar nie taki. Po pierwszej selekcji tzw. rozmiarowej, przyszła kolej na ...czy ja takie buty, to na pewno bym założył.... Po tej selekcji zostały już tylko trzy pary butów. Normalnie szaleństwo. Teraz przyszła kolej na selekcję typu użyteczność-wytrzymałość i tu pozostał już tylko jeden kandydat. Zaczynam przymierzanie... na pierwszy ogień poszedł rozmiar 46. No małe cholery, ledwo palce się zmieściły. Szukam większych... i tu właśnie paniusia sprzedająco-obsługująca się ulitowała, widząc moje męczarnie przymiarkowe, i zaoferowało mi swoją pomoc. Nie musiałem już latać między półką, a siedziskiem. Więc ja sobie siedziałem, a paniusia biegała, znosiła pudła i dostawała coraz większy wytrzeszcz. Przyniosła nr 47 - za małe. Po chwili przytaszczyła rozmiar 48 - wszedłem, ale coś cisną. Za chwilę przytargała rozmiar 49 - bingo pasują!!!
Paniusia dumna z zaspokojenia potrzeb klienta stwierdziła ...ale ma pan duża stopę. Dobrze, że my mamy takie obuwie.... Nie byłem dłużny i odpaliłem ...oczywiście sklep dobrze zaopatrzony, ale w obuwie o zaniżonej rozmiarówce. Niestety moja stopa nie rośnie już od ponad piętnastu lat...