17 października 2012

...miksowe trio, a nawet kwartet...

Biegania było co niemiara. Spraw ogrom, załatwiania i latania też. Chyba miotłę zakupię i jak czarownica będę latał... ale po kolei...

Na dobry początek dnia lekarz-specjalista. Wizytę odkładałem już od kilku miesięcy. Bardzo pomocna (motywująca) okazała się w tej materii Połówka. Powoli stwierdzam, że musiała skończyć jakiś kurs dla spin-doktorów (normalnie sierżant, jak ryknie)...
Kolejną rozprawę miałem przy okienku rejestracyjnym. Ile to się na tłumaczyłem, ile na wymyślałem żeby tylko nie bolało. Piguła w okienku spiorunowała mnie wzrokiem i wydała numerek. U lekarza było nie lepiej.
Po wizytach, lekarskich i aptekarskich, załapałem małego doła. Kuracja trzepnie mnie tak po kieszeni dwieście zeta i możliwa jest powtórka z rozrywki. ...ach te geny...
***
Kolejna kołomyja wynikła z wygasającej umowy na internet (pisałem o tym wcześniej tutaj). Odwiedziłem jeden salon - kicha. Później urwałem się z pracy do drugiego i dopiero tutaj pani poważniej podeszła do sprawy i wszystko wyłożyła łopato-logicznie. Jeszcze tylko rozmowa w domciu i ustalenie wszystkiego z Połówką.
***
Następna kołomyja, to chodniki naszego miasta. Po wczorajszych przejściach z wózkiem-bliźniakiem i próbach przemieszczania się po owych chodnikach, spasowaliśmy. Dokładniej to spasowała  kobieta tocząca wózek i ja - oferujący swoją pomoc. Doszło do tego, że samochody okupowały chodniki  chociaż miejsca parkingowe wolne, a my sunęliśmy z wózkiem środkiem ulicy (wewnętrznej). PARANOJA. Na moje bluzgi, które puszczałem w kierunku imbecylyzmu totalnego kierowców, poruszyło się tylko kilka firanek w oknach mijanego biurowca. 
***
Na koniec mam kolejną bombę w sprawie numeracji odzieży. Ostatnio pisałem o butach (tutaj), a dzisiaj wpadły w moje łapiszcza spodenki, które obdarzone są następująca numeracją. Uwaga!!! 7XL
Toż to człowieka może zabić. Człowiek lata z kijkami, próbuje pilnować wagi i co, i weźmie taki jeden z drugim (w tym przypadku madziar, bo spodenki z Węgier) i człowieka zdemotywuje. To ja mam w d. takie latanie i walczenie z tłuszczykiem...
...i tym oto optymistycznym akcentem kończę... 
...idę się opychać pączkami z żalu...
:))