2 października 2012

...kolejne a takie tam...

Pisałem wam wczoraj o bólu zatok... Pisałem?... Pisałem...
Wspomnę tylko, że przy takim bólu wyostrza mi się zmysł powonienia. W drodze powrotnej do domu, jadąc autobusem, zostałem uraczony gamą zapachów. Człowiek usiadł na końcu, na tyle autobusu i myślał,  że będzie miał spokój. Pomyliłem się. Na następnym przystanku dosiadł się jegomość, z wyglądu zadbany, zarzucił ą-ę i usiadł. Dopiero kiedy ruszyliśmy ów "chanell" dopadł mojego nosa, a mi czaszkę chciało wyrwać. Po chwili jakoś mój nos przystosował się do owego zapachu, ale to jeszcze nie koniec. Przed nami majaczył już kolejny przystaneczek i kolejny pachnący jegomość. Noszzz qrwa mać umówili się czy co...
Głowę mi wykręcało, z oczu kapały łzy. Przy każdym szarpnięciu "puchą" owi współpasażerowie uwalniali z jednej strony smród przepoconych ciuchów i niemytego ciała, z drugiej wyziewy bimbrowo-gorzelniane wymieszane z paczką wypalonych "Sportów". Wysiadłem jak w transie.... grzybki lub inne halucynogeny nie były potrzebne... 

Z dzisiejszego dnia...
Połówka przez telefon podniosła alarm "...w łazience, w rurach coś buczy...". Słyszę właśnie, że coś pięknie zagłusza naszą rozmowę. Uciąłem krótko "dzwoń po swojego ojca, bo za nim ja się ruszę z pracy, to z godzina minie...". Po godzinie dostaję kolejny telefon, że jak był ojciec to wszystko było okej, a teraz  znowu buczy. Co było robić, sytuacja awaryjna - urwałem się z pracy i lecę. W autobusie kolejny nius "przyjechali z empecu i coś robią..., to może coś od nich". Po chwili esemes "...nie buczało i znowu buczy...".
Wpadam do domu i od drzwi słyszę dziwny mechaniczny odgłos - jak wibrator (nie taki, och Wy...). Latam i sprawdzam: 
  • rury - nic, nawet nie drgają w takt dźwięków,
  • krany - nic, spokój,
  • spuszczam wodę ze spłuczki - nic, dalej buczy.
Sprawa się wyjaśniła w momencie gdy przyklęknąłem pod zlewem. Dźwięk się nasilił, jak otworzyłem szafkę dźwięk przybrał na sile. Z tego wszystkiego głupa walnąłem "...moja golarka się załączyła, czy co. No ale ona na prąd, to jak? Cud!! :))". Lekko wnerwiony zaczynam opróżniać półkę z pierdół tam znajdujących się. Z każdym usuniętym bibelotem słyszę, że zbliżam się do źródła hałasu. W końcu po częściowym opróżnieniu półki znalazłem gagatka, który tak hałasował. I wiecie co to było? NIE, NIE WIBRATOR :)). To moja maszynka do golenia z wibrującymi ostrzami marki G sama załączyła się. Dodatkowo stykała się z grubym opakowaniem foliowym i to właśnie ta folia wydawała taki dziwny dźwięk, a cała szafka działała jak wzmacniacz. 

...i stąd to buczenie, aż wstyd się komukolwiek przyznać.