3 października 2012

...kobieta o słonecznym uśmiechu...

...pisane i kreślone wiele razy...
...bo najtrudniej pisze się o najbliższych....

Przeglądając niedawno stare zdjęcia, które odnalazły się po zawirowaniach remontowo-przeprowadzkowych, natrafiłem na to jedno szczególne dla mnie. Szczególne, bo jest ich bardzo mało. Przedstawiało ono moją babcię, której już nie ma od kilku lat.

Zatrzymałem się nad tym zdjęciem dłużej. Przyglądałem się każdej rysie na jej twarzy, cieniom kryjącym się w zakamarkach. Chciałem zapamiętać ją TAKĄ jak na tym zdjęciu. Choć było trudno, bo ostatnie lata jej żywota to mordęga, choroba i na końcu żal. Ogromny żal, kiedy patrzyłem jak w drewnianej trumnie spoczywa powykręcane bólem ciało.

Powróćmy jednak do zdjęcia.
...teraz sobie przypomniałem z jakiego jest ono okresu, był to początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Akcja na zdjęciu toczy się w tzw. sieni pomalowanej na zielony kolor (seledynowy - jak mówiła babcia) z wzorzystym wałkiem koloru białego. Babcia siedziała na skrzyni, która była zbita z desek i pomalowana na kolor orzechowy. Owa skrzynia mieściła węgiel, który wiadrami przynosiło się z tzw. szopy. Po jej lewej stronie znajdowała się stara drewniana szafka, pomalowana na biało. Blat obity był starą ceratą w biało-czerwoną kratę, a na blacie w równych szeregach znajdowały się słoiki, zamykane na gumkę, pełne ogórków... 

Babcia na tym zdjęciu jest uśmiechnięta. Twarz ma pełną, opaloną słońcem - efekt prac, w ogródku, na świeżym powietrzu. Na sobie ma  płócienną spódnicę i bluzkę z krótkim rękawkiem, a na to obowiązkowo fartuch. Siedzi sobie uśmiechnięta, opalona słońcem, owiana wiatrem, na głowie obowiązkowo tzw. trwała. Można by rzec kobieta w sile wieku...