10 września 2012

...poniedziałkowo...

Siedzę w pracy i chyba głową zaraz mur rozwalę. Tak mnie naparzają zatoki. Cholery jedne dały znać, o sobie, już o drugiej w nocy i nie pozwoliły na spokojny sen. Dodatkowo mam światłowstręt, a na dworze słoneczko dzisiaj pięknie przyświeca. Zażyłem procha, ale nie działa. Albo jest za słaby.

Projekt wdrożony i działa, o czym już pisałem. Najważniejsze jest to, że na razie podoba się wszystkim. Choć jak, to mówią: wszystkim nie dogodzisz. Zobaczymy, kto pierwszy wyleci z fochem. :))

Dla osłody dla was kilka fotek z wczorajszego marszu. :))


...trochę kiepskie bo szybko robione...
...pięćdziesiąt metrów ode mnie pasła się sarna...

...mało widoczna druga sarna
(prost po lewo przy krzakach)...
...długo mi się przyglądała i uciekła wystraszona...
...z wyglądu ni śliwki, ni czereśnie???...
...droga przede mną...
...dużo motyli mijałem po drodze
ale tylko ten dał się sfotografować...
...pękające pałki...
...i na koniec trzcina szumiąca...
P.S. Właśnie mnie oświecono, że czeka mnie jeszcze, za godzinę, spotkanie z jakimiś ważniakami z Warszawy. 

"Hej Gerwazy weź gwintówkę i ustrzel moją bolącą makówkę".