12 września 2012

...nastała ciemność...

...wczoraj z wieczora...

Ni z tego, ni z owego... błysło, migło i nastały egipskie ciemności.

W momencie zrobiło się ciemno. Zniknęły sąsiednie domy, drzewa, krzewy. Zgasły latarnie, co nie jest rzadkością, a przez otwarte okna zaczęła wdzierać się czerń. Ciszę zakłócał jedynie wyjący alarm z pobliskiego muzeum.

Połówka zapaliła świeczki. Siedzieliśmy sobie razem na sofie. Przytuleni rozmawialiśmy o wszystkim i niczym, delektowaliśmy się swoją obecnością, delektowaliśmy się chwilą. Dla nas zatrzymał się czas.

Niebo rozświeliła błyskawica. Kolejna wyłowiła z ciemności dachy pobliskich domów, a my sobie siedzieliśmy i oglądaliśmy ów spektakl. 

Po chwili ludzie, w domach, zaczęli zapalać świeczki. Ciekawy efekt powstawał w momencie przemieszczania się, ludzi, między pomieszczeniami. Widać było tylko przesuwający się, w próżni, punkt światła.

Awaria nadal trwała... ...a u nas zagościły lody malinowe... ...oraz spektakl "cieni i ognia" w wykonaniu świeczki i płomienia. Kolejny, w wykonaniu płomienia i aparatu, który z ciemności wyłapywał bajecznie świetlne wzory.



...zniknęła ciemność, zniknął tajemniczy świat. Tylko owady spragnione światła garnęły się do latarni...