1 września 2012

...marszowo...

Dzisiaj krótko, bo wróciłem z marszu i padam. Rano zakupy i bieganie po prezent dla mamuśki (jutro ma imieniny) i syn marnotrawny musi się stawić obowiązkowo (razem z Połówką). Oj dostało mi się, od Połówki, za zwlekanie z kupnem prezentu. Także od rana nerwówka była. Później już standard: sprzątanie, pieczenie ciasta i pod wieczór dopiero laba. Acha jeszcze czeka mnie debata na temat "czy obiad u teściów i do mamencji, czy obiad już u mamencji. Dobra lecę... a tu jeszcze parę zdjęć z dzisiejszego marszu...