27 września 2012

...kogut...

Przyszedł do mnie kogut
w drapichach błyszczących,
w piórkach kolorowych
grzebieniem sterczącym.

Przyszedł do mnie kogut
i od drzwi już woła.
Fotografa trzeba,
taka moja wola! 

Nim zdążyłem krzyknąć,
żem fotograf marny.
Dostałem od niego
koszyk bardzo ładny.

W koszu się bieliło
od kurzego złota,
na jajko wiedeńskie
naszła mnie ochota.

Z kucharskiej zadumy
kogut mnie wyrywa.
Trzepocze skrzydłami
do roboty wzywa.

Wyciągam aparat,
pstrykam zdjęci mu kilka.
Kogut stroszy piórka
i zerka co chwilka.

Ujrzały to kury,
narobiły krzyku,
biegnie już gospodarz.
Koniec foto, koniec pstryku.

Chodzą kury smutne,
nie ma już fircyka.
Gospodarz je rosół
dla mnie jajecznica.

Morał z tego wiersza
jest jeden, choć smutny.
Dostaniesz po tyłku
jeśli będziesz butny.