22 września 2012

... już wróciłem...

Jak szybko wyszedłem, tak jeszcze szybciej wróciłem. Mówi się, że jak ktoś ma pecha, to w drewnianym kościele cegłą oberwie. W moim przypadku, to pewno cała paletą cegieł, a na końcu i sama paleta poszłaby w ruch. Po co ma się człowiek męczyć. Wyszedłem na kijki. Miałem dzisiaj w planach okrążyć jeziorko, ot takie sobie skromne siedem kilometrów. Wyszło jak wyszło. Wróciłem mokry, zziębnięty i na rozgrzewkę dostałem opiernicz od Połówki. Schną ciuch, schnę ja, aparat też schnie. Normalnie żyć nie umierać, ale foto jest. :))












Kiedy kończyłem pisać, byłem już po ciepłej kąpieli. Za oknem krążyła burza. Na zmianę padał deszcz, grad i błyskało się. Przed kolejną nawałnicą utworzyły się bajeczne chmury.






A teraz uciekam bo się błyska i grzmi na całego.


P.S. Jak się wam podoba nowa szata na blogu?