29 września 2012

...ekspresowo...

Witajcie. Będzie krótko. Mam małe urwanie głowy. Trochę w pracy było latania. W domu, to już latanie na całego. Non stop ktoś lub coś. Udawało nam (mi i Połowce) "wyczarterować" każdego dnia parę minut i udać się na spacer. A było na co popatrzeć. Każdego dnia, każdej godziny, przyroda fundowała nam ciekawe zjawiska. 

Dzisiaj nie jest lepiej, mamy mały nalot (moja mamcia). Za chwilę kuzynka przywiezie mała Pannę Mi i będzie kolejne małe szaleństwo. Dla duszy zarzucam foto z czwartku (takie mam opóźnienia)...






P.S. Wasze blogi czytam i komentuję z poziomu komórki. Dzięki za pomoc przy wyborze polaru, głosowaliście na mojego faworyta.

27 września 2012

...kogut...

Przyszedł do mnie kogut
w drapichach błyszczących,
w piórkach kolorowych
grzebieniem sterczącym.

Przyszedł do mnie kogut
i od drzwi już woła.
Fotografa trzeba,
taka moja wola! 

Nim zdążyłem krzyknąć,
żem fotograf marny.
Dostałem od niego
koszyk bardzo ładny.

W koszu się bieliło
od kurzego złota,
na jajko wiedeńskie
naszła mnie ochota.

Z kucharskiej zadumy
kogut mnie wyrywa.
Trzepocze skrzydłami
do roboty wzywa.

Wyciągam aparat,
pstrykam zdjęci mu kilka.
Kogut stroszy piórka
i zerka co chwilka.

Ujrzały to kury,
narobiły krzyku,
biegnie już gospodarz.
Koniec foto, koniec pstryku.

Chodzą kury smutne,
nie ma już fircyka.
Gospodarz je rosół
dla mnie jajecznica.

Morał z tego wiersza
jest jeden, choć smutny.
Dostaniesz po tyłku
jeśli będziesz butny.




26 września 2012

...przy kserowaniu...

Pisałem niedawno o kserze znajdującym się w moim biurze, które otrzymałem w spadku po poprzednikach. Dzisiaj wzięło ono udział w takiej oto scence. Do moich biurowych pieleszy zawitała kumpela w celu skserowania dokumentów. Załączyła ów maszynę, ustawiła wszystko do kserowania i kiedy miała już wziąć się do pracy, zadzwonił mój służbowy telefon z przekierowaniem na kumpelę. Po skończonej skończonej rozmowie powróciła do kserokopiarki i....

KUMPELA: ...co się stało???...
JA: ...to znaczy???
KUMPELA: ...no wszystko mi zgasło...
JA:  ...wciśnij żółty przycisk, bo urządzenie przeszło w tryb oszczędny... - mówię, gdyż już z daleka widzę migającą zieloną diodę...
KUMPELA: ...co mu się załączyło???...
JA: ...tryb oszczędny...
KUMPELA: ...a co to jest...
JA: ...taki wygaszacz ekranu...

(śmiech)

...zegarkowy monolog...

...bardzo wcześnie rano...

Obudziłem się kiedy za oknem panowała jeszcze szarówka. O tej porze roku ciężko jest stwierdzić, zerkając tylko za okno, jaka może być godzina. Zaspany sięgam po zegarek, a w myślach bluzgam "tylko pokaż, że jest za dwie szósta, to koniec z tobą...". Zerkam, wyświetliło się zbawienne 05:18. No, masz szczęście. Jeszcze można pokimać chwilę - marudzę. Obracam się na lewy bok i zasypiam...

...dopadł mnie pms...

...wczoraj popołudniu...

Cóś wczoraj byłem marudny, czepiałem się wszystkiego jak rzep. Wzrokiem zabijałem z byle powodu i teraz dziękuję, że tylko nim. Próbowałem to wszystko jakoś zdusić w sobie, ale czy w pracy jest to możliwe. 

Oczywiście byłem opanowany i wszystko wyjaśniałem słodkim głosem i tylko ja wiedziałem jakim jadem był nasączony. Po postu taki miałem dzień - zrobiłbym bym jatkę większą niż Leon Zawodowiec i to tylko dlatego, że ktoś krzywo na mnie spojrzał. 

W pracy się udało, tylko parę osób wiedziało co się dzieje. W domu, kiedy tylko przekroczyłem jego próg, od razu powędrowałem do kuchni i częściowo wyżyłem się na ziemniakach. Szybko je starłem, Połówka doprawiła i tak dalej... i na obiad były placki ziemniaczane. Próbował, podczas smażenia, zbuntować mi się widelec, ale dostał taką "opiórkę" aż szkoda gadać. Połówka skwitowała to krótko "chyba dopadł cię pms". Śmiechem rozładowałem częściowo "złą energię". Kolejną jego część rozładowało moje patelniowe dzieło.

...placek a'la kaczka ziemniaczana...

Po obiedzie miał być rajd w kijki, ale skończyło się na zakupach, razem z Połówką w spożywczaku. Po drodze spotkaliśmy znajomych i małą "Lunę". 

...trochę zamazane, bo to żwawa psina...

I to było to. Psiaki zawsze dobrze wpływały na moją psyche.

Wygadałem się za wszystkie czasy. Ja nadawałem jak katarynka, a Połówka szła obok i słuchała. I kot też chyba słuchał.


Chyba tego mi było trzeba...

25 września 2012

...zimno i wkurzająco...

Jak wam minęło triduum zimna. Oj pokazała jesień pazury, pokazała. Zimno było w domu, zimno było na dworze. O zimnie w pracy nie wspomnę. Herbata stygła w kilka minut, człowiek zakładał na siebie tony ciuchów na tak zwaną cebulę i na niewiele to się zdało. 

Jednak wspomnę... w pracy było zimno i człowiek już się przyzwyczaił, bo jak wszyscy twierdzą, to oszczędności. Choć ja od dłuższego czasu twierdzę, że to są pozorne oszczędności, bo jak  nie grzeją grzejniki to każdy po kryjomu dogrzewa się sławetnymi farelkami lub innymi termowentylatorami. Oszczędności są na fakturach do em-pe-cu, ale pożerane zostają one fakturami za prąd. Tylko ja się nie znam, ja tu tylko zamiatam.  

Zimno nie ominęło również domowych pieleszy. Aż dziw bierze, że w XXI wieku  człowiek marznie. W sumie to wina leży po środku: trochę winny jest ciepłowni i trochę winni są również ludzie (mieszkańcy). Rozumiem, że wszystkim się nie dogodzi, jednemu będzie zimno przy plus piętnastu, a drugiemu przy plus dwóch. Kolejna sprawa to nabiegaliby się chłopacy z owej firmy, bo tu odkręć ogrzewanie, tam zakręć i tak w kółko. Rozwiązaniem tego była umowa, że wystarczy telefon do ciepłowni i włączą ogrzewanie, ale tu również jest problem bo ludziska patrzą jeden na drugiego i oczekują, że w końcu ktoś zadzwoni. Tylko czemu to zawsze mam być ja? Najlepsze jest to, że zadzwoniłbym tylko wystarczyło by przyjść (ludzie z mojego bloku) i porozmawiać na ten temat, a nie cichaczem urządzać lamenty na klatce pod tytułem: ...jak to wszyscy są niedobrzy, bo zimno i nic się z tym nie robi...

Było o zimie to teraz będzie wkurzająco. Nasz kochany majestat w urzędzie miejskim wymyślił kolejne podwyżki w taborze komunikacyjnym. Tłumaczy się korkami w mieście, dla mnie to jest tłumaczenie głupiego albo dla głupiego. Dzisiaj miałem przykład: pan kierowca nagrzał tak w autobusie, że porównać jego wnętrze do sauny to mało. Może i się czepiam, ale po ostatnim roku kiedy to przez osiem miesięcy walczyłem z zatokami, aż mnie unosi na takie bezmózgowe grzanie. W autobusie komplet ludzi, wyziewy różne od fiołków do gnojowni. Człowiek się spoci, wysiądzie, zawieje go i już gotowe... Czy tak trudno ruszyć jest mózgownicą i grzać kiedy jest na to potrzeba. Znowu dojdzie do tego iz zimą będziemy podziwiać zaszronione szyby... a z tego co wiem to ogrzewanie na tlen nie chodzi...

A teraz kończę te moje durne wywody. Spuściłem sobie trochę z wątroby i lecę na szkolenie.




...sklepik w lesie...

Przed sklepem w lesie stoi w kolejce mnóstwo zwierząt: niedźwiedzie, lisy wilki, jeże itp. Przez kolejkę przepycha się zając. Rozpycha inne zwierzęta łokciami, wreszcie jest na początku kolejki! W tym momencie łapie go niedźwiedź i mówi: "Ty zając, gdzie się wpychasz?! Na koniec!" I mach! rzuca go na koniec kolejki. Zając znowu się przepycha, ale znowu łapie go niedźwiedź i odrzuca na koniec. Zając powtarza swój wyczyn jeszcze kilka razy, ale za każdym razem niedźwiedź wyrzuca go na koniec. Wreszcie obolały Zając otrzepuje się z kurzu i mówi do siebie: "Nie to nie. Nie otwieram dzisiaj sklepu!"

24 września 2012

...hit ranka...

Przemieszczając się miedzy wydziałami. Będąc na znanej wam już galeryjce, usłyszałem dobiegającą z parteru, rozmowę dwóch pań.

PANI 1: ...i jak tam po urlopie...
PANI 2: ... a tam...
PANI 1: ...co krzywda była przy dzisiejszym wstawaniu......
PANI 2: ...żadnej krzywdy nie było...
PANI 1: ...pewnie, wypoczęłaś i wyspałaś się...
PANI 2: ...tak wypoczęłam, prawie wcale...
PANI 1: ...a to czemu??... ...pogoda nawet, nawet... ...dzieci odchowane...
PANI 1: ...bo chłop w domu...

23 września 2012

...niedziela wieczorem...

Weekend chyli się ku końcowi. Jakoś udało się przetrwać pierwsze jesienne fochy pogodowe. Niebo co chwile zmieniało swój wygląd: od słonecznego do ciemnego. W jednej sekundzie świeciło słonko, aby za chwilę lunąć deszczem, gradem i burzą. Oto foto wczorajszych dąsów - końcówka wczorajszego posta:




Dzisiaj natomiast w porze poobiedniej udaliśmy się z Połówką pod znajomego kasztana, zobaczyć czy już raczył uwolnić swoje skarby. Powili zasypuje trawnik kasztanami...




A na koniec coś specjalnego. Tak się zaparłem i udało się. Jezioro zdobyte. Był pot, chwile zwątpienia. Teraz natomiast jest ból mięśni, ale idzie wytrzymać. Foto z "rajdu" dla was...












... wyglądam jak w sutannie... 






22 września 2012

... już wróciłem...

Jak szybko wyszedłem, tak jeszcze szybciej wróciłem. Mówi się, że jak ktoś ma pecha, to w drewnianym kościele cegłą oberwie. W moim przypadku, to pewno cała paletą cegieł, a na końcu i sama paleta poszłaby w ruch. Po co ma się człowiek męczyć. Wyszedłem na kijki. Miałem dzisiaj w planach okrążyć jeziorko, ot takie sobie skromne siedem kilometrów. Wyszło jak wyszło. Wróciłem mokry, zziębnięty i na rozgrzewkę dostałem opiernicz od Połówki. Schną ciuch, schnę ja, aparat też schnie. Normalnie żyć nie umierać, ale foto jest. :))












Kiedy kończyłem pisać, byłem już po ciepłej kąpieli. Za oknem krążyła burza. Na zmianę padał deszcz, grad i błyskało się. Przed kolejną nawałnicą utworzyły się bajeczne chmury.






A teraz uciekam bo się błyska i grzmi na całego.


P.S. Jak się wam podoba nowa szata na blogu?

...och BU BA...

Za chwilkę udaję się w marsz z kijkami, a dla was coś na lepszą pracę przepony... :))



...nawalony zając...

Nawalony zając wraca po nocy do domu. W pewnym momencie fiknął i zasnął. W międzyczasie znalazły go dwa wilki i nie mogąc dojść do zgody poobijały sobie mordy aż do utraty przytomności. Rano zając się budzi, rozgląda się po pobojowisku i mówi:
- Ja to kiedyś po pijaku cały las rozwalę...

21 września 2012

...romantyczny zając...

Zajączku, dlaczego masz takie krótkie uszy?
- Bo jestem romantyczny.

- Nie rozumiem.

- Wczoraj siedziałem na łące i słuchałem śpiewu słowika. Tak się zasłuchałem, ze nie usłyszałem kosiarki...

...o uczuciu...

Znalazłem w sieci , przez przypadek, taki videoclip. Obejrzyjcie i napiszcie co o tym myślicie. Mnie powaliło na kolana. Szerzej opiszę później...


...niespodziewany gość...

Z otępienia (ta z otępienia z pracoholizmu ) wyrwał mnie dziwny odgłos. Lekko przytępionym, łuną bijącą od monitora, wzrokiem omiotłem pomieszczenie. Wystarczyła chwila, aby zlokalizować przyczynę owych dźwięków. I oto proszę, foto na dowód:


Pstryknąłem zdjęcie i szybko zwróciłem wolność, bijącemu skrzydełkami o tafę szyby, motylowi.